Adam Buziński: “Jeszcze dzień życia” [recenzja]

Mówiąc o sztuce reportażu trudno nie wspomnieć o Ryszardzie Kapuścińskim. Jego książki po dziś dzień są doskonałym źródłem zarówno wiedzy dotyczącej określonych punktów w czasie i historii, ale także atmosfery i nastrojów jakie tam wtedy panowały. Aż dziw bierze, że nikt nie podjął się jeszcze opowiedzenia o jego eskapadach za pomocą piątej muzy. Jednak w 2018 roku doczekaliśmy się. „Jeszcze dzień życia” jest tytułem zarówno filmu, jak i książki, które oparto na jednej z historii reportera.

Fabuła opowiada o początkach wojny domowej w Angoli w 1975 roku. Ryszard Kapuściński (jako reporter) znajduje się w samym centrum wydarzeń i udaje się w coraz to niebezpieczniejsze rejony. Linia frontu zmienia się jak w kalejdoskopie, kule latają nad głową, chaos, strach i jeden człowiek próbujący spełnić swoją misję – przekazać światu prawdę. Nieważne jak niewygodna by ona nie była. I jak tu nie zrobić z tego dobrej, kilkugodzinnej historii?

Otóż okazało się, że można. Na szczęście problemem nie jest tutaj jakość fabuły, tylko długość samej historii – ta bowiem trwa zaledwie 85 minut. Szkoda, bo jestem przekonany, że opowieść ma dużo więcej wątków, które mogłyby zostać ukazane. Zwłaszcza, że sam film jest bardzo miły dla oka. Jest to bowiem animacja przeplatana wywiadami oraz oryginalnymi materiałami wideo i zdjęciami z 1975 roku. Największą obawę budzić może grafika komputerowa – ta  jest jednak bardzo płynna, bogata kolorystycznie i umożliwia zabawę symboliką zarówno na „dużym poziomie” (np. koszmary na jawie) jak i na niemalże podprogowym (w jednej ze scen obie futrzane kostki w aucie pokazują jedynki – przepowiednia ogromnego pecha, który spotka protagonistę). Szukając najbliższego porównania pod kątem warstwy wizualnej doszedłem do wniosku, że będą to gry komputerowe, upadłego już studia Telltale games (znanego z The „Wolf among us” czy „The walking dead”). Kreska jest bowiem bardzo komiksowa, dominują ostre, wyraźne kontury. Nagrania nieanimowane, poza archiwalnymi zdjęciami samego Ryszarda Kapuścińskiego oraz jego kompanów, są wywiadami z żyjącymi jeszcze bohaterami wydarzeń. Jest to bez dwóch zdań ciekawy dodatek, który dodaje autentyczności. Ciężko mi jednak stwierdzić czy był to zabieg konieczny – bez wątpienia nie wpływa jednak negatywnie na całokształt obrazu. Wywód o formie zakończę moim zdziwieniem muzyką, która była na bardzo przyzwoitym poziomie. Spodziewałem się kilku jako tako pasujących utworów, były one jednak po prostu całkiem trafnie dobrane. 

Podsumowując, film jest ładny pod kątem formy. Animacja, muzyka, tempo są lepiej niż dobre. Sama historia jednak była zbyt krótka – wziąć postać jaką był Ryszard Kapuściński i opowiedzieć o jednej z jego kluczowych prac w czasie krótszym niż półtorej godziny jest niemalże karygodne. Ostatecznie jednak cieszy mnie jakość – oto bowiem w końcu porządny film o najwybitniejszym polskim reportażyście.