Hyperloop – kilkugodzinna podróż w parę minut

Jeszcze trzysta lat temu niewyobrażalnym było, aby pojechać zobaczyć inne miasto i nie poświęcić na tę eskapadę co najmniej kilku dni podróży. Kolej zrewolucjonizowała nasze pojęcie o przemieszczaniu się między krajami, a świat nieporównywalnie się skrócił. Położenie szyn wiązało się z poniesieniem ogromnych kosztów, zarówno finansowych, jak i ludzkich. Pamiętajmy bowiem, że prace miały niejednokrotnie miejsce na wyjątkowo nieprzyjaznych terenach. Pozwoliło to jednak na połączenie miast, przepływ ludzi, towarów, informacji. Dwieście lat później, czyli na początku XX wieku ludzie (za sprawą pionierów lotnictwa) zaczęli wzbijać się w powietrze. Nie potrzeba było dużo czasu, aby pasy startowe opuszczały coraz to większe, pojemniejsze i szybsze maszyny. Przenoszono wszystko i wszystkich do najodleglejszych zakątków na świecie. Dzięki temu nie ma (cywilizowanego) miejsca na naszym globie, do którego nie moglibyśmy dotrzeć w przeciągu czterdziestu ośmiu godzin. Czy ideę Elona Muska o hyperloopie można uznać za podobnej skali rewolucję, czy ślepą uliczkę, która zostanie co najwyżej naukową ciekawostką?

Najlepszym opisem hyperloopa byłoby określenie go jako hybrydy, opisanych wyżej – kolei oraz lotnictwa. Z kolei „czerpie” ideę stworzenia czegoś na kształt szyn. Ma to jednak kompletnie inny charakter – metalowa rura, (w której będzie poruszać się kapsuła z pasażerami lub towarem), posiadająca wewnątrz bardzo małe ciśnienie – niemalże próżnię. Wyeliminuje to (w dużym stopniu) opór aerodynamiczny. Z lotnictwa natomiast lekkie, wytrzymałe materiały, które będą nadawały się do tak dużych prędkości. Hyperloop ma poruszać się bowiem z prędkością ponad tysiąca kilometrów na godzinę. Przykładowo – umożliwiłoby to, aby półgodzinna przejażdżka z Warszawy zakończyła się w Berlinie. Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć jakie możliwości to daje – gdyby projekt doszedł do skutku, po raz kolejny w historii totalnie zmienilibyśmy pojęcie odległości, a etat setki kilometrów od miejsca zamieszkania mógłby być czymś na porządku dziennym.

Wszystko brzmi cudownie, ale jak to działa? Metalowa rura pełni rolę tunelu w którym eliminuje się problem oporów aerodynamicznych za pomocą bardzo małego ciśnienia. Ponadto – dno wyłożone jest wiązkami kabli. Kapsuła hyperloopa posiada magnesy – interakcja pomiędzy kablami i magnesami umożliwia lewitację magnetyczną. Krótko mówiąc kapsuła w tunelu unosi się. Eliminuje to problem z którym borykają się tradycyjne koleje szynowe – wibracje, zwłaszcza te na sporych prędkościach. Napędem miałby być silnik elektryczny – tu nie ma żadnego science fiction.

Można domyślić się jaki jest aktualny największy problem hyperloopa. Miała go kolej, lotnictwo, samochody i w zasadzie każdy bardziej znaczący wynalazek w naszej historii. Jest to oczywiście koszt produkcji – aktualnie mówi się, że wyprodukowanie kilometra linii hyperloopa jest trzy razy droższe od położenia kilometra autostrady. Cały czas mówimy o tej najbardziej elementarnej wersji – konstruktorzy nie wykluczają bowiem, że w przyszłości projekt nie będzie wymagał całych tuneli, a zaledwie torów na powierzchni. To rzecz jasna dodatkowe koszty i wyjątkowo dalekosiężne plany. Nie zmienia to jednak stopnia zainteresowania technologią przez poszczególne kraje. Póki co pionierem, poza USA, miała być Arabia Saudyjska. Dysponująca olbrzymimi nakładami finansowymi była gotowa przeznaczyć olbrzymie pieniądze na stworzenie miast przyszłości połączonych futurystyczną koleją. Problemem jest to, że współpraca z Arabami jest bardzo osłabiona po morderstwie dziennikarza Jamala Chaszodżdżiego. Nie wiadomo na ile, krew opozycjonisty na rękach arabskiego księcia, zatrzyma postęp budowy hyperloopa, ale wiadomo, że nie pozostanie bez znaczenia.

A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swojego hyperloopa mają. No dobrze, może nie tyle samego hyperloopa, co sztab ludzi odpowiedzialnych za przetestowanie projektu. Niedługo pod Łodzią zostanie wybudowany krótki, bo 450  metrowy, tor. Potem kolejne 150 metrów zostanie położone pod Warszawą. A jeśli oba będą działać to zostanie nam tylko czekać, aż się połączą. Wtedy podróż ze stolicy do Łodzi zajmie niespełna dziesięć minut.

Adam Buziński