Teatr od kuchni – o tym, jak wyglądają przygotowania do premiery musicalu Teatru Muzycznego Tintilo

autor: Ilona Zajączkowska

autor: Ilona Zajączkowska

To jest praca łańcuszkowa. Jedna osoba coś robi, daje następnej w obróbkę i następnej, przez kostiumy, perukarnie itd. Wszystko musi się dziać w jednym czasie i jednocześnie ze sobą współgrać - mówi Teresa Kurpias-Grabowska, reżyserka i dyrektorka Teatru Muzycznego Tintilo.

We wrześniu zadebiutował nowy musical familijny dziecięco-młodzieżowego Teatru Muzycznego Tintilo, w adaptacji i reżyserii Teresy Kurpias-Grabowskiej, wystawiany na deskach Teatru Rampa. „Oto Oliver Twist” został napisany na podstawie powieści Charlesa Dickensa. To historia sieroty, która nie mając własnego miejsca, snuje się po świecie. Koleje losu zaprowadzą go w różnorodne scenerie – przytułki, ulice, a nawet przedsiębiorstwo pogrzebowe… Akcja rozgrywa się w mrocznych realiach XIX-wiecznej Anglii. Chcemy zaproponować młodemu odbiorcy humor, atmosferę tajemniczości, piękną muzykę, taniec, wreszcie dreszczyk emocji – wszystko w atrakcyjnym, nowoczesnym wydaniu, ze szczyptą staromodnego wdzięku – piszą twórcy.
Widz, idąc do teatru ma przed sobą następujące zadania: musi kupić bilet, „wysiedzieć” w (zazwyczaj) wygodnym fotelu; od czasu do czasu wypada mu też klaskać. Oczywiście w większości przypadków dobrze by było gdyby czerpał z tego widowiska przyjemność. Ale jaki właściwie proces musi przejść sztuka, żeby dojść do finalnego efektu, który zadowoli nie tylko przeciętnego odbiorcę, ale także krytyków?
Najpierw jest pomysł, wybieramy literaturę, w której będą osiągnięte takie cele jak kształcący, wychowawczy, poznawczy. Najczęściej są to lektury szkolne, ponieważ naszymi głównymi odbiorcami są szkoły – mówi Teresa Kurpias-Grabowska, reżyserka i dyrektorka teatru. Sam wybór historii, którą chcemy opowiedzieć jest bardzo długim procesem. W swoim wyborze reżyserka kieruje się tym, czy w historii znajduje się wystarczająca liczba dzieci. Jeśli ich ilość jest za mała może ona rozszerzyć motywy dziecięce dodając ról dla młodych aktorów. Kiedy już uda się wybrać wartościową opowieść, reżyserka zabiera się do poszerzania swojej wiedzy. Zgłębia się w oryginał i wszelkie adaptacje, wyszukując dobrych motywów, puenty, którą można zakończyć spektakl. Wersji scenariusza powstaje zazwyczaj koło 10. Pisząc scenariusz już myślę, że tą postacią będzie dana aktorka/aktor. Pierwszy tzw.”draft”, czyli szkic całego scenariusza wysłany zostaje do scenografa i kostiumologa, żeby mogli zacząć już myśleć nad wizją, propozycjami. Powstaje harmonogram prac - np. od stycznia do marca buduje scenariusz, po 2-3 miesiącach zaczynamy się zastanawiać gdzie będą piosenki, wycinamy tekst, robimy z tego piosenkę - tym sposobem robiąc musical. Pierwsze spotkanie reżyserki i twórców sztuki „Oto Olivier Twist” odbyło się już na przełomie lutego i marca. Nie była to ich pierwsza kooperacja, współpracowali oni już bowiem od lat. Dyrektorka pokazała nam pierwszą wersje scenariusza, opowiedziała historię, a nasza kostiumolog i scenograf – Ilona Zajączkowska i Fliora Salakhieva, pokazały swoje projekty na scenografię – wspomina Natalia Bajak, jedna z kompozytorek piosenek. Na takim spotkaniu wdraża się burzę mózgów, słuchając scenariusza, wszyscy myślą nad całością koncepcji. Mimo, że każdy tak naprawdę jest od czegoś innego, to wspólnie wszystko omawialiśmy, co, w którym momencie warto umieścić i chyba pierwszy raz w powietrzu wisiało takie fajne połączenie. Dużym plusem jest to, że tyle lat współpracujemy już ze sobą, dzięki czemu znamy wzajemnie swój system pracy. Następnym etapem jest już indywidualna praca twórców: choreografów, muzyków, scenografki, kostiumolog itd. Równolegle idzie praca nad szlifowaniem scenariusza i wykreowaniem strony plastycznej, dekoracji i kostiumów. Wszystko jest od siebie zależne - postać i jej ubiór, dekoracja i kierunek w którym idzie tocząca się na scenie akcja. Mimo, że każdy odpowiedzialny jest w takim procesie za coś innego, praca każdego z osobna jest ściśle powiązana i musi odbywać się równolegle  – sytuacja z dzisiejszego dnia: jest umówiona próba ruchu scenicznego danej piosenki, ale w ciągu dnia okazuje się, że „demówka” do piosenki nie została nagrana na czas i próbę trzeba odwołać – mówi asystentka reżyserki, Marta Rytter-Kaczor. Cały proces przygotowań od powstania pomysłu do premiery trwa około roku.

 

Zadania na najwyższym szczeblu

Autor projektów: Ilona Zajączkowska

Procesowi tworzenia spektaklu zawsze towarzyszy dreszczyk emocji, adrenalina związana z wyścigiem z czasem. Jako aktorka z 10 letnim stażem, biorąca udział we wszystkich produkcjach Teatru Muzycznego Tintilo, mogę powiedzieć, że atmosfera ekscytacji, związanej z przygotowaniami udziela się wszystkim i jest widoczna gołym okiem. Jednak cała odpowiedzialność i najcięższe zadanie przed sobą ma reżyserka spektaklu. To ona wszystko koordynuje i podejmuje ostateczne decyzje. Oprócz tego, że musi jak najlepiej przedstawić swoją wizję współpracownikom, to przez jej ręce przechodzą wszystkie elementy spektaklu, na każdym etapie tworzenia.
Poczynając od projektu, przez wstępny etap realizacji, po efekt końcowy zaproponowany przez danego twórcę i okres wspólnego doszlifowania. To się tyczy wszystkiego. Kostiumów – każdy oczywiście „rozliczany” jest osobno, scenografii, peruk, każdego etapu piosenki – od tekstu, przez kompozycje, aranżacje, nagranie demo i finalne nagranie na płytę. Choreografii, scen aktorskich, charakteryzacji, już w teatrze spraw oświetleniowych, dźwiękowych, a nawet synchronizacji inspicjent z tzw. blokownią, czyli obsługą techniczną. Bardzo istotne jest więc dobranie zespołu twórców, z którymi musi współpracować. Ogromnie ważne jest, żeby się rozumieć. My wypracowaliśmy sobie wieloletnią współpracę i zrozumienie, możemy w wielu sytuacjach porozumiewać się na odległość, co bardzo usprawnia pracę – zaznacza Teresa Kurpias-Grabowska. W końcu to osoby, którym powierza przełożenie swojej wizji na widoczne efekty. Bardzo się liczę z tym, co młodzi twórcy mają do zaproponowania. Ja tylko zarysowuję jak to jest usadowione w scenie. Klimat, forma zależy już od nich. Potem oglądamy czy to się sprawdza. Oczywiście - są sytuacje, gdzie praca idzie do kosza i trzeba zaczynać od początku, ponieważ zamierzony efekt nie został osiągnięty. Natomiast każdy medal ma dwie strony, czasami zupełnie inne spojrzenie i odmienna propozycja może być momentem przełomowym. To są bardzo twórcze sytuacje, kiedy moja wizja nie zawsze może się okazać najbardziej świeża czy nowoczesna. Na głowie Pani Teresy jest też wyznaczanie prób. To ona decyduje co, kiedy, w jakim tempie robimy, dlatego zawsze musi znać etap prac każdej z dziedzin. Na szczęście u swego boku ma asystentkę, która układa plan całościowy i kontaktuje się z dziecięcą częścią obsady. Za umawianie aktorów odpowiedzialna jest producentka spektaklu.

 

Przygotowania od strony muzycznej

Studio nagraniowe „Psalm”

Muzyka w musicalu to niezwykle istotny czynnik, za który odpowiada zazwyczaj zespół osób. W tej produkcji teksty piosenek po raz pierwszy zostały napisane przez córkę reżyserki - Natalię Świder, kompozytorkami są Anna Bajak wraz z córką Natalią Bajak, a za kompozycje instrumentalne, aranżacje i całą warstwę muzyczną spektaklu odpowiada Marcin Kuczewski. Szybkie wprowadzenie w świat muzyki: kompozytor wymyśla melodię - jak ma to brzmieć, natomiast aranżer opakowuje to wszystko w formę, konkretne brzmienie w odpowiednich proporcjach. Według mnie to aranżer robi największą robotę w całym procesie muzycznym. Bo on myśli o wszystkim tak naprawdę, a to szczegóły mówią wszystko o muzyce, są najważniejsze – przyznaje Natalia Bajak, kompozytorka. Już na pierwszym spotkaniu twórców ustalono, że z racji tego, że „Oto Oliver Oliver” osadzony jest w czasach nagłego rozwoju technologicznego na całym świecie, fabryk, maszyn na parę itd. To może trzeba od tego wyjść - że to nie tylko ma tak wyglądać, ale powinno jeszcze tak brzmieć. Muzyka musi też pokazać te ciemne strony życia. Zdecydowaliśmy połączyć ten świat z nowoczesnością, dodając element elektro tak, by powstał motyw przewodni. My, muzycy bardzo się z tego cieszymy, bo możemy sobie trochę poszaleć, żeby nie było to takie tendencyjne - mówi Natalia.
Jak przyznaje Natalia Bajak, w tym roku praca ruszyła wyjątkowo późno, bowiem pierwsza piosenka powstała w okolicach połowy kwietnia. Premiera premierą, ale my musimy być gotowi z całym materiałem 2 miesiące wcześniej, właściwie już musimy być gotowi, a tu jeszcze powstają piosenki. Ze strony kompozycji, melodia przy dobrym dniu powstaje nawet w 1, czasem 2 wieczory. Natalia wraz z mamą pracują nad pochodami harmonicznymi, melodią, muszą pamiętać o transakcentach, czy tekstu jest za dużo, czy współgra z melodią. Następnie robią nagranie na dyktafonie. W tym momencie następuje etap zatwierdzenia przez reżyserkę, przed którą ciężkie zadanie – podjęcie decyzji na podstawie wyobrażenia sobie efektu końcowego. Jeśli jest zielone światło, wysyłamy nagranie z dyktafonu do aranżera, aranżer obudowuje to już od strony muzycznej, dostajemy pierwszy draft wersji, wtedy ja idę do studia i nagrywam demo dla aktorów, żeby dobrze wiedzieli o co mi chodzi, jak rytmicznie chce żeby to brzmiało, jak dynamicznie mają śpiewać. No i demo to baza pracy choreografów. Apropos - uważam, że współpraca muzyka z choreografem nie zawsze jest potrzebna. Bo tak naprawdę pracujemy oddzielnie. Przy tej produkcji jest trochę inaczej, może ze względu na drugiego choreografa, z którym Tintilo pracowało do tej pory 2 razy. Ma on czasem swego rodzaju życzenia, wytyczne, co do utworów, np. prosi o częstsze akcenty w utworze, czy dłuższy wstęp. Chodzi o to – tłumaczy Natalia – że on już myśli całościowo. Nie tylko o piosence, ale też o tym, jak to będzie wyglądać, jaka będzie scenografia, jaki będzie klimat w powietrzu. Myślę, że takie myślenie całościowe jest dużo fajniejsze.
Ale oprócz napisania piosenki, dodania aranżacji, jest jeszcze praca w studiu nagraniowym, która jest równie czasochłonna. Całe szczęście możemy skupić się na nagrywaniu tego, co jest absolutnie potrzebne, czyli na nagrywaniu chórów, które podczas spektaklu puszczane są z konsolety, a jak już będzie trochę czasu to zajmiemy się na spokojnie całym materiałem na płytę. Studyjna praca z dziećmi, nagrania zbiorowe są bardzo trudne, ponieważ w studiu żaden błąd się nie ukryje, nawet jeśli spośród 10 osób zafałszuje jedna, nagranie jest do kosza. W tym roku zespół jest bardzo dobrze przygotowany, przed nagraniami z dzieciakami pracuje Kamil Jaros, dzięki któremu jesteśmy w stanie nagrać numer w niecałe 2 godziny, a nie tak, jak to bywało koło 5 godzin – wspomina Natalia. Mama z córką, z racji trochę innych gustów muzycznych pracują oddzielnie, dzieląc się utworami. Kiedyś było tak, że siadałyśmy razem. Mam mnóstwo nagrań po godzinę, po 40 min, bo szukałyśmy wspólnie rozwiązań. Mama grała, ja improwizowałam sobie wokalnie. Później szukałyśmy igły w stogu siana, trzeba było przesłuchiwać cały, 40 min materiał. Bo nawet jak znajdzie się mały fragment, to z takich małych rzeczy, które Cię ruszają, jesteś w stanie zbudować resztę. Jak złapiesz ten kierunek, że już wiesz w którą stronę z tym wszystkim iść, to już idzie lawiną

Projekt :Fliora Salakhieva

Pora na taniec

Za choreografię i ruch sceniczny w „Oliverze” odpowiada Marcin Furga i Santiago Bello. Punktem wyjścia był jak wszędzie indziej: zamysł. Przed przystąpieniem do pracy choreografowie muszą znać dużą ilość danych – ile razy reżyserka przewiduje taniec, jego charakter, a także jakie postacie miałyby brać w nich udział. To ostatnie jest o tyle istotne, że każdy z bohaterów posiada swoją formę i osobowość, których trzeba się konsekwentnie trzymać.
Przed próbą pierwszej choreografii, dostaliśmy muzykę, liczbę osób w numerze, zdjęcie scenografii i wstępny projekt kostiumów. Wiedzieliśmy, że to są dzieci z sierocińca i ciężko pracują, a wcześniej czytaliśmy scenariusz – mówi Marcin Furga.
Choreografów jest 2 – co może być i ułatwieniem i utrudnieniem. Każda choreografia jest przez nich wspólnie konsultowana i robiona. Na wymyślenie podczas takiej naszej konsultacji ruchu i koncepcji numeru zazwyczaj schodzi się od 3 do 8 godzin, w zależności od długości utworu. Oczywiście staramy się za jednym razem robić całość, ale jeśli goni nas czas, to planujemy i robimy jedynie ten materiał, który będzie nam potrzebny na najbliższą próbę. Najśmieszniejsze w tej produkcji jest to, że często próby już z obsadą ustalane są zanim my stworzymy koncepcje na daną choreografię. Także mając taki deadline musimy dopiero na łeb na szyję działać – śmieje się Pan Marcin Furga.
Na 3 miesiące przed premierą (wliczając w to okres wakacyjny) prace nad choreografiami były na półmetku. Podobnie, jak w przypadku muzyki, wciąż pojawiają się informacje o nowych numerach, a także nie wszystkie propozycje zostają zaakceptowane. Kompozycje taneczne mają to do siebie, że bardzo często się zmieniają, np. pod wpływem próby z zespołem. Wydaje nam się, że dana rzecz będzie fajne wyglądać, a podczas pracy okazuje się, że nie wywiera to takiego efektu, jakiego byśmy oczekiwali. Zdecydowanie jest to praca twórcza, często burza mózgów, no i dla mnie duży stres, jak trzeba np. zmienić całość – przyznaje Pan Marcin. Od pierwszego dnia prób majowych, do połowy czerwca odbyło się w sumie około 50 godzin prób. Prawie drugie tyle twórcy spędzili na swoich „konsultacjach”.

Byle do pierwszej przymiarki

Poszukiwanie pomysłu na kostiumy i scenografię niejednokrotnie rozciąga się na długie tygodnie, a czasami obraz powstaje od razu. Jak już wiadomo, najpierw potrzebny jest koncept, zamysł ogólny. W przypadku „Olivera”mieliśmy uzupełniające spojrzenia - akcje i miejsca przeniesione w umowny, ”oszczędny” dekor, z kostiumami całkiem nie z wiktoriańskiej epoki Dickensa, tylko przetworzonymi w niemal groteskową stylizację zgodną z charakterami postaci. Wszystko kontrastuje i jednocześnie współgra - taki efekt chcieliśmy osiągnąć. Tym razem kreska jest umowna, przez co wyrazista i żywiołowa – podkreśla Ilona Zajączkowska, kostiumolożka. Następny etap to realizacja projektów - poszukiwania faktury i kolorów, zakup materiałów, sprawy logistyczne: umówienie się z wykonawcami, odtwórcami roli na zdjęcie miar, wybranie się do sklepów. Często się zdarza, że gotowe stroje są tuż przed premierą. Ja odetchnę ze spokojem tylko po pierwszej przymiarce – żartuje Pani Ilona Zajączkowska.

 

Proces powstawania spektaklu jest bardzo długi i jeszcze bardziej skomplikowany. Wszystkich zaangażowanych w produkcję na okres jej powstawania pochłania wir artystycznej pracy. Dla reżyserki są to wręcz „nieprzespane noce, okupione strasznym stresem co by było, jeśli jakieś ogniwo po drodze nawali”. Na niecałe 2 tygodnie przed premierą wszyscy stają na rzęsach, a każdy dzień artystów wygląda tak samo. Codzienne próby, szlifowanie i dopinanie rzeczy na ostatni guzik. No i w końcu udało się! Od 8-smego września spektakl jest regularnie wystawiany w Teatrze Rampa i cieszy się niemałym sukcesem.
Zapraszamy na widownie!

 

Natalia Klisińska