Królewskie déjà vu, czyli wielki powrót Zidane’a

Pierwszy raz od dawna fani Realu Madryt mogą mieć powody do radości. Na stanowisko szkoleniowca wraca uwielbiany przez niemal wszystkich kibiców Królewskich, Zinedine Zidane. Po kilku miesięcznej rozłące, klub oraz Francuz zdecydowali się na ponowną współpracę.

 

Wraca człowiek, który z całą pewnością ma „białe serce”, a Real dla niego to coś więcej niż zwykły pracodawca. Zanim korki od szampanów zaczną strzelać trzeba trochę ochłonąć. Przed nim stoi nie lada zadanie. Musi przywrócić blask ekipie, która w tym sezonie skompromitowała się na niemal każdej płaszczyźnie. Może brzmieć to dość znajomo, bowiem przy pierwszym podejściu do trenowania Królewskich Zidane musiał się zmierzyć z podobnym wyzwaniem. Oczywiście, gdy na początku 2016 roku zastępował Rafe Beniteza w klubie nie było aż tak katastrofalnej sytuacji, ale mimo wszystko, widać pewną analogię.

Mimo to wielu zarzuca Zizou, że pomimo bycia dobrym motywatorem, jest przeciętnym trenerem. Można z tym polemizować. W końcu ktoś, kto wygrał tyle pucharów podczas swojego pierwszego podejścia do drużyny z topu musi wiedzieć co robi, a nie tylko polegać na szczęściu. Z drugiej strony Francuz nie wprowadził do swojej drużyny niczego, czego byśmy wcześniej nie znali. Udoskonalił to, co w Realu działa od lat dobrze. Boki obrony z większym przyzwoleniem na zapuszczanie się pod pole karne rywala, Karim Benzema z pozwoleniem na granie jak chce (czyli tylko czasami jak typowa „9”, za to częściej jako „10”) czy wielka ufność wobec swojej ławki rezerwowej. To w końcu on wpadł na pomysł stworzenia drużyny A i B, co sprawiło, że cała kadra czuła się istotną częścią drużyny. Ostatnie lata pokazują, że w Realu lepiej sprawdzają się trenerzy, którzy potrafią odpowiednio zmotywować zawodników i dać im dość duże pole swobody w kwestii taktyki niż ci, którzy są rygorystyczni i mają chłodne relacje z piłkarzami. Do tych „luźniejszych” można zaliczyć bohatera tego tekstu oraz Carlo Ancelottiego, jako tych bardziej surowych Jose Mourinho i Rafę Beniteza. Pierwsza dwójka trenerów zdobyła razem 13 pucharów, zaś drugi duet 3. Trzeba pamiętać przy tym, że prowadzili Królewskich dłużej o około sezon, ale różnica w liczbie trofeów jest i tak ogromna. Biała część stolicy Hiszpanii jest dla trenerów miejscem specyficznym, w którym wytrawnym taktykom pracuje się ciężko.

 

Pierwszy oficjalny transfer za jego drugiej kadencji to defensor Eder Militao. Brazylijczyk, który występuje w Porto głównie na środku obrony, okazjonalnie na prawej stronie. Jest to ruch na rynku w ostatnim czasie typowy dla Realu. Militao jest młody (21 lat) utalentowany oraz posiada delikatne doświadczenie w piłce na wysokim poziomie. Wszystko wpisuję się w zamysł Florentino Pereza, który chce odmłodzić kadrę i trzeba mu przyznać, że w ostatnim czasie robi to z dużym sukcesem. W gronie młodych zawodników Realu znajdują się m.in Ceballos, Vinicius Junior i Odriozola, którzy już teraz pokazują wysoką jakość. W Madrycie liczą, że los wyżej wymienionej trójki podzieli również Militao.  Wszyscy w klubie są świadomi tego, że kolejny, tak katastrofalny sezon jak obecny, nie może się powtórzyć, a kadra potrzebuje wzmocnień. Problemy wymagają większych zmian niż zwykle miało to miejsce w Madrycie. Oprócz kupowania zawodników, kibice królewskich liczą także na powrót formy Marcelo oraz Isco, którzy w ostatnim czasie mocno obniżyli loty. Zizou w trakcie swojej kariery, zarówno piłkarskiej jak i trenerskiej, wielokrotnie przyciągał do siebie trofea niczym magnes. Kibice „Los Blancos” wierzą że jego magia nie wygasła i przyszły sezon pozwoli zamazać tegoroczny blamaż.

Michał Choma