Kabaret Episkopatu Polski

W czwartek 14ego marca na Konferencji Episkopatu Polski ujawnione zostały dane dotyczące ilości nadużyć seksualnych na nieletnich dokonanych przez księży. Dokument, na który czekaliśmy blisko 30 lat, ujrzał światło dzienne. Niemalże natychmiast na Kościół spadła ogromna fala krytyki. Retoryka prowadzona przy przedstawianiu danych była, mówiąc eufemistycznie, kontrowersyjna. Co wzbudziło największe emocje?

 

Próba zmniejszenia winy Kościoła

Dosyć klarownie zostało powiedziane, że pedofilia dokonywana przez księży jest niemoralna i godna potępienia. Równie klarownie zostały jednak ukazane inne, nieporównywalnie gorsze zbrodnie, których Kościół nie dokonuje. Turystyka seksualna, handel organami, wykorzystywanie dzieci w roli żołnierzy przy konfliktach zbrojnych zostały wymienione, pomimo, że nie miały być one tematem do dyskusji podczas tej konferencji. Sama problematyka nadużyć seksualnych wobec nieletnich, także nie sprowadzała się tylko i wyłącznie do dyskusji o polskich pedofilach. Padły porównania do Niemiec, gdzie wyniki podobnych badań okazały się nieporównywalnie wyższe. Próba zmiany toru myślenia i odciągnięcia uwagi od grzechów instytucji była wyjątkowo nieudolna. Spotkała się z niesmakiem i poskutkowała paradoksalnie większą awersją do Kościoła niż proste przyznanie się do winy i powiedzenie „mea culpa”.

 

Wszystko zostaje w rodzinie

Według opublikowanej przez KEP kwerendy, spośród zakończonych spraw kanonicznych księży oskarżanych o nadużycie seksualne małoletnich zaledwie 25,2% straciło status duchownego. Zakaz wystąpień publicznych, pracy z dziećmi czy suspensa dotyczyły 40,3% skazanych sprawców. Reszta przypadków to inne formy kary, takie jak  przeniesienie do innej parafii czy pokuta (11,5 %), umorzenie sprawy (12,6%), a w końcu uniewinnienie (10,4%). Poczucie sprawiedliwości społecznej podpowiada nam, że przypadek, gdzie duchowny nie traci statusu moralnej latarni po tak karygodnym czynie, jakim jest akt pedofilii, nie powinien mieć nigdy miejsca. Okazuje się jednak, że to  się dzieje. Niemalże trzech na czterech księży po wykorzystaniu nieletniego jest dopuszczonych do kreowania etyki swoich wiernych. Statystyka ta budzi przerażenie i dokłada kolejną cegiełkę do laicyzacji społeczeństwa.

 

TAJNE/POUFNE

Niekorzystnie na wizerunek Kościoła wpływa także fakt, że do danych dotyczących pedofilii wśród księży ma wgląd bardzo nieliczne grono. Kuriozum jest sytuacja gdzie do dokumentów odmawia się wglądu ofiarom seksualnego wykorzystania przez duchownego. Pomimo głośnego sprzeciwu nie tylko pokrzywdzonych, ale także organizacji ich zrzeszających takich jak „Nie lękajcie się”. Kościół wytrwale walczy, aby dane nie ujrzały światła dziennego. Fakt, opublikowana kwerenda przedstawia pewne informacje, ale nie jest to w pełni transparentne. To doprowadza nas do wyjątkowo ponurej konkluzji, że…

 

…dane są niewiarygodne.

Zacznijmy od tego, kto przeprowadzał badania. Do stworzenia raportu nie zostało wyznaczona niezależna jednostka, tylko Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego. Nie można oczywiście zakładać, że dane są wyssane z palca, lecz ciężko logicznie myślącemu człowiekowi uwierzyć w bezstronność tej komórki. Dużo istotniejsza jest jednak metodyka badań. Opierała się ona na dobrowolnym wypełnieniu przez biskupa formularza dotyczącego aktów nadużyć seksualnych na terenie jego diecezji. Tylko i wyłącznie własne sumienie powstrzymywało duchownego przed zafałszowaniem danych. To czy taka forma zbierania informacji jest adekwatna do powagi sytuacji pozostawię do oceny Wam. Skupmy się jednak na liczbach, opublikowanych przez KEP. Do 382 przypadków nadużyć seksualnych przez polskich księży względem nieletnich miało dojść w latach 1990 – 2018. Stanowi to około 8 promili całego duchowieństwa. Liczba ofiar wynosi 625, z czego 345 osób miała mniej niż 15 lat.  Spróbujmy zestawić te dane z badaniami prowadzonymi w innych krajach. Niemcy ustalili, że u nich odsetek pedofilów wśród duchownych wynosi ok. 4,4 % (ponad pięciokrotnie wyższy niż nad Wisłą), w Australii 7% (prawie dziewięciokrotna różnica), a sam papież Franciszek twierdzi, że problem dotyczy blisko 2% księży.

 

Podsumowując, opublikowanie kwerendy przez KEP nie przyniosło rozgrzeszenia instytucji jak to było planowane. Skończyło się postrzałem w stopę, którego skutki będą coraz to bardziej laicyzować naród. Najbardziej boli jednak brak szacunku do ofiar. Traktowanie sprawy jak balast, którego trzeba tylko się pozbyć jest po prostu splunięciem w twarz osobom, do których Kościół powinien wyciągnąć pomocną dłoń. W dokumencie znajdują się jeszcze inne dane, których nie przytoczyłem w tekście i gorąco zachęcam do zapoznania się z nimi. Nie sugeruję jednak pośpiechu, kolejny taki dokument zobaczymy najpewniej za następne 30 lat.

Adam Buziński