[FELIETON] Dlaczego jestem rozczarowany Wiosną?

Od momentu, gdy usłyszałem o tym, że prezydent Słupska decyduje się zaangażować w politykę ogólnokrajową pokładałem w Robercie Biedroniu ogromną nadzieję. W energicznym 40 latku widziałem kogoś, kto może wejść na polską scenę polityczną i faktycznie coś na niej zmienić. Niestety jednak, w miarę czasu rozumiałem, że stanowczo się myliłem. Co poszło nie tak?

Na wstępie, zaznaczam, że wszystko co tutaj przytoczę jest, tylko i wyłącznie, moją skromną opinią. Uważam ją jednak na tyle istotną, że analizując statystyki oraz generalny kierunek polityki Roberta Biedronia, bo stanowię „najbardziej targetowalny” elektorat dla Wiosny. W końcu jestem młodym, pochodzącym z dużego miasta liberałem (czy jak kto woli „lewakiem”), dla którego sprawy ideowe mają dużą wagę. Nie są one jednak na tyle istotne, aby uniemożliwić mi głębszą analizę programu wyborczego poszczególnych partii. I tu dochodzimy do pierwszego rozczarowania.

Populizm do kwadratu

Czymże w dzisiejszej polityce (zwłaszcza nadwiślańskiej, ale nie tylko) jest partia, która główną siłę elektoratu bazuje na czymś innym niż to, niesławne już, rozdawnictwo? Jeśli w ogóle takowe istnieją, nie stanowią faktycznego konkurenta, który mógłby stawać w szranki z PiSem czy KE. Wiosna nie stanowi tu wyjątku. Pomoc finansowa jest obiecywana każdemu. Seniorzy, rodzice, dzieci i wielu więcej dostanie pieniądze (a w zasadzie jeszcze więcej pieniędzy), a wszyscy Polacy mają chociażby czekać nie dłużej niż miesiąc na poradę u lekarza specjalisty. Lwiej części elektoratu takie obietnice wystarczą, a ten kto zaproponuje najwięcej stanie się najlepszym kandydatem. Pozostali jednak zadadzą proste pytanie…

Skąd na to pieniążki?

Pytany o to przez dziennikarzy, nie tylko lider partii, ale także pozostali jej członkowie, próbują usatysfakcjonować swoich rozmówców mówiąc im, że wszelkie obliczenia zostały dokonane i czarno na białym wychodzi, iż pieniądze na realizowanie projektów są i tylko czekają, aż będą wydane. O konkretach nigdy jednak nie mówią. Wydaje się być oczywistym, że państwo nie posiada fabryk pieniędzy, gdzie fundusze biorą się znikąd. Jeśli rząd, lewicowy, prawicowy, czy centrowy obiecuje komuś 100 zł to będzie od kogoś musiało wspomnianą stówkę najpierw wziąć (abstrahując od opłat urzędowych, które zawsze przy transferach się ponosi). Każdy socjal, renta, zapomoga, emerytura, ale także rozwój i utrzymanie infrastruktury wiążą się z kosztami i logiką „coś za coś”. Oznacza to jedno z dwóch rzeczy. Pierwszą opcją jest to, że Robert Biedroń planując wydatki swojego potencjalnego rządu zaplanował zabranie funduszy z miejsc z których się teraz nie bierze. Biorąc pod uwagę jednak ilość pomysłów Wiosny oraz szerokie spektrum dziedzin życia, których te zmiany miałyby dotyczyć skłaniam się ku przypuszczeniu, że lider partii nie miał nawet pomysłu jak te zmiany wprowadzić, nie mówiąc już o jakimś konkretnym planie wydatków.

Narcyzm

„Pani stawia mnie jak uczniaka pod tablicą!” niemalże krzyczał lider partii w, sławnym już, wywiadzie z redaktor Karoliną Lewicką w TOK FM. Zdenerwowanie Roberta Biedronia nie tylko stanowi doskonały argument do hipotezy mówiącej, jako, że Wiosna nie ma planu jak dysponowałaby funduszami po wygranych wyborach. Pokazuje ponadto zupełnie inny problem jaki posiada były prezydent Słupska. Robert Biedroń jest narcystyczny. Ciężko radzi sobie ze słowami krytyki, trudności sprawia mu prowadzenie dialogu z osobami o, nawet nieznacznie, odmiennych poglądach. Nie jest do tego przyzwyczajony. Na spotkania z nim przychodzą zwykle młode osoby chwalące go za jego heroiczną postawę w walce o prawa dla mniejszości seksualnych w Polsce. Adorują go za to, że w katolickim kraju ktoś miał odwagę, aby jako homoseksualista, uczestniczyć w życiu politycznym oraz być na tyle wytrwałym, aby odnosić w nim sukcesy (Słupszczanie bardzo pozytywnie wypowiadają się o swoim byłym prezydencie i oceniają zmiany jakie wprowadził w mieście za słuszne oraz przyszłościowe). Wchodząc na ogólnokrajową scenę polityczną trzeba być przygotowanym na to, że ludzie zapytają o coś więcej niż poglądy ideologiczne.

POPISu ciąg dalszy

Jednym z najbardziej bolesnych, dla mnie, rozczarowań było jednak złamanie obietnicy Roberta Biedronia, który zapewniał, że nie wkroczy na ścieżkę wojenną między PiSem, a PO (a teraz KE). Szybko jednak lider Wiosny zdał sobie sprawę, że istnieją tylko dwie opcje zaistnienia na polskiej arenie politycznej. Pierwszą jest permanentna ofensywa w stosunku do rządów Jarosława Kaczyńskiego. Drugą jest bycie Jarosławem Kaczyńskim. Wszelkie próby nieangażowania się w ten konflikt sprawiają, że partiom prędko kończy się amunicja. Bazowanie na emocjach jest w nadwiślańskiej polityce niezwykle opłacalne.

Co dalej?

Po kilku miesiącach okazało się, że Wiosna nie jest tym co obiecywała. Pomimo tego, że faktycznie jest trzecią największą siłę polityczną, nie stanowi realnego zagrożenia dla KE ani PiSu. Tyczy się to zarówno wyborów w maju jaki i w jesieni. Ostatnie sondaże dają ugrupowaniu Roberta Biedronia ok. 8 % (najmniej korzystny sondaż wskazuje jednak 5%). Stawia to pod znakiem zapytania czy jego ugrupowanie będzie miał szansę wejść do Parlamentu, stawia jednak jednoznaczną diagnozę, że Wiosna będzie partią jednego sezonu.

Adam Buziński