Theulsterfry.com

 

Nigdzie w Europie problemy narodowościowe nie są tak trudne do rozwiązania, jak w Irlandii Północnej. Brexit rozbudził ruchy niepodległościowe w całej Wielkiej Brytanii, jednak sytuacje Szkocji czy Walii wydaja się prostsze. Tam przynajmniej większość społeczeństwa dochodzi do porozumienia. Walijczycy raczej są zgodni, że ich kraj powinien zostać w Zjednoczonym Królestwie. W Szkocji za to coraz więcej osób domaga się ponownego referendum, w którym mogliby zdecydować o przyszłości swojego kraju. Co jednak ma zrobić Irlandia Północna, ojczyzna dwóch narodów-irlandzkiego i brytyjskiego, których wizje diametralnie się od siebie różnią. Od lat kraj ten jest podzielony na część katolicką, domagającą się przyłączenia do Irlandii oraz tę protestancką, wierną królowej i popierającą przynależność do Wielkiej Brytanii. Konflikt między nimi, choć obecnie trochę przygasł, w przeszłości pochłonął tysiące ofiar. Istnieją więc uzasadnione obawy, że po Brexicie znów się zaogni. Przed Irlandią Północną bardzo trudne lata, mogące zaważyć na przyszłości Zjednoczonego Królestwa oraz całego kontynentu europejskiego.

Od początku

Theculturetrip.com

 

Przez tysiąc lat swojej historii Irlandia nigdy nie miała jednej tożsamości narodowej. Była podzielona na mniejsze i większe „państewka”, których jedynym spoiwem była wiara katolicka niebudująca poczucia jedności wśród mieszkańców, między innymi dlatego, że tamtych czasach katolicyzm panował w większości państw europejskich. Brak wspólnego systemu organizacyjnego oraz jakiejkolwiek scentralizowanej władzy sprawiał, że wyspa stała się łatwym terenem do podbicia dla znajdującej się niedaleko Wielkiej Brytanii. Stała się ona jednym z pierwszych kroków w drodze do powstania Imperium Brytyjskiego, w czasach kolonialnych zajmującego ponad ¼ świata.

Wielka Brytania ostatecznie zajęła całą Irlandię pod koniec XV wieku, stopniowo narzucając religię anglikańską oraz brytyjskie prawa. Odbierano Irlandczykom ziemie, które przekazywano brytyjskim osadnikom, tzw. landlordom z Anglii i Szkocji. Skazywało to oczywiście pierwotnych mieszkańców wyspy na skrajną biedę, wynikającą z utraty jedynego źródła dochodu. Jeszcze w 1641 roku 59% ziem należało do Irlandczyków, jednak trochę ponad sto lat później, w 1778, było to już tylko 5%. Szczególnie ważnym terenem była północna część wyspy, cechująca się wyjątkowo żyznymi glebami. Na tych terenach liczba Szkotów i Anglików zdecydowanie zaczęła przewyższać Irlandczyków.

Następne 400 lat wypełnione było nieudanymi powstaniami Irlandczyków przeciwko najeźdźcom, którzy konsekwentnie wprowadzali nowe prawa, coraz bardziej dyskryminujące rdzenną ludność katolicką. Na domiar złego w latach 1845-49 wyspę opanowała choroba atakująca ziemniaka, o którego w dużym stopniu opierała się dieta Irlandczyków. Spowodowało to tzw. „great hunger”, czyli wielki głód mieszkańców wyspy, który spowodował śmierć ok. 1 mln ludzi, a prawie drugie tyle zmusił do emigracji do USA, Anglii czy Szkocji.

Przełom nastąpił na początku XXI wieku, kiedy Irlandczycy coraz częściej dochodzili do głosu w polityce. Popularność zyskiwała nacjonalistyczna partia Sinn Fein, domagająca się pełnej autonomii wyspy. Dodatkowo na sile przybrała podziemna Irlandzka Armia Republikańska, w skrócie IRA, zajmująca się walką zbrojną z Wielką Brytanią, co doprowadziło w 1920 roku do powstania. Biorąc pod uwagę, że zaledwie dwa lata wcześniej zakończyła się I wojna światowa, było ono dużym ciosem dla osłabionego konfliktem Zjednoczonego Królestwa. Brytyjczycy bezskutecznie próbowali powstrzymać Irlandczyków, jednak ostatecznie musieli uznać ich wyższość. Konflikt zbrojny zakończył się kompromisem, mówiącym, że na południowej części wyspy powstanie Wolne Państwo Irlandzkie, a 6 północnych hrabstw, nazywanych powszechnie Ulsterem pozostanie w Wielkiej Brytanii i utworzy nowe państwo–Irlandię Północną.

Irishtimes.com

Nowe państwo, stare problemy

Celem Irlandczyków od początku było wyzwolenie całej wyspy, nie tylko jej większości, dlatego kompromis dla wielu z nich był niewystarczający. Przywódców, którzy do niego doprowadzili, uznali za zdrajców, a konflikt z Brytyjczykami za nadal aktualny. Dla nich porozumienie nie kończyło wojny, zaczynało tylko jej kolejny etap-walkę o przyłączenie „Autonomicznej Prowincji Ulster” do Republiki Irlandii.

Z porozumienia nie byli zadowoleni także Brytyjczycy. Co prawda ponowna próba zajęcia południowej części wyspy nie wchodziła w grę, jednak nie było mowy o kapitulacji Ulsteru. Wręcz przeciwnie – protestanccy mieszkańcy całkowicie zdominowali władzę w Irlandii Północnej, wprowadzając swego rodzaju terror wobec katolików.

Jak opisuje Witold Gruszka w swojej książce „Konflikt w Irlandii Północnej”, będącej najpełniejszym polskojęzycznym wydawnictwem, mówiącą o historii tego kraju, po drugiej wojnie światowej problemy Irlandii Północnej zaczęły się mnożyć. Podzielone społeczeństwo nie mogło normalnie funkcjonować, a źle zarządzany region nie rozwijał się w tak dynamiczny sposób, jak pozostałe części Wielkiej Brytanii i zaczął zdecydowanie odstawać od reszty Królestwa. Poirytowani Irlandczycy wiedzieli, że Ulster, ekonomicznie niezbyt istotny dla rządu w Londynie, w ich kraju mógłby pełnić kluczową rolę, ze względu na dobrze rozwinięty przemysł na jego terenie. Na dodatek rządy Partii Unionistycznej sprawiły, że Ulster zmienił się w region dyskryminacji ekonomicznej, społecznej, religijnej i politycznej w stosunku do katolików.

Extramuralacticity.com

W Ulsterze, tak jak do dziś w całej Wielkiej Brytanii, obowiązywał system jednomandatowych okręgów wyborczych. Sprawujący władze Brytyjczycy, wiedząc, w których hrabstwach mają najmniejsze poparcie, dzielili je w taki sposób, aby wygrana Irlandczyków była niemożliwa. Przykładem może być miasto Stormont, zamieszkałe w większości przez katolików, w którym w wyborach do parlamentu w 1949 roku utworzono trzy okręgi. W dwóch wygrali protestanci, zdobywając w sumie mniej niż 14 tysięcy głosów, a w jednym Irlandczyk, na którego zagłosowało ponad 15,5 tys. obywateli. W rezultacie znaczna mniejszość mieszkańców miała więcej przedstawicieli w rządzie niż większość. Takich przypadków było znacznie więcej, oprócz Stormont podobnie podzielone były między innymi Londonderry, Enniskillen czy Omagh. Wszystkie w większości zamieszkałe przez zwolenników zjednoczenia północy z południem. Działania unionistów doprowadzały do tego, że zarówno w parlamencie, jak i wśród władz samorządowych Irlandczycy praktycznie nie mieli swoich reprezentantów.

Jakby tego było mało, probrytyjski rząd cały czas próbował zwiększać swoje szanse w wyborach, wydając zgodę na budowę mieszkań lub zakazując jej w danych miastach czy dzielnicach. Powszechną praktyką było wydawanie zgody na powstawanie nowych domów i bloków tylko w rejonach protestanckich. W ten sposób społeczności się rozrastały, a poparcie dla unionistów rosło.

Do dyskryminacji dochodziło także na rynku pracy. W Irlandii Północnej panowało duże bezrobocie, wahające się od 5 do nawet 12%. Wskaźnik ten był jednak dużo wyższy w zachodniej części kraju, zamieszkałej głównie przez katolików, gdzie miejscami, jak na przykład w Londonderry czy w Strabane dochodził do 15%. Dla porównania w miastach protestanckich, znajdujących się na wschodzie, było to 3-4%. Ogromne dysproporcje widoczne były także w zarobkach tych dwóch grup społecznych. Badania amerykańskiego socjologa Richarda Rose’a z 1968 roku pokazują, że protestanci zarabiali średnio 15-16% więcej niż katolicy zajmujący te same stanowiska.

Brak równych praw sprawiał, że społeczeństwo coraz bardziej się radykalizowało. Wśród Irlandczyków ogromną popularnością cieszyły się organizacje paramilitarne na czele z Ochotniczymi Irlandczykami (Irish Volunteers) czy, wspomnianą wcześniej, Irlandzką Armią Republikańską (Irish Republican Army-IRA). Z kolei w protestanckich dzielnicach i miastach wielu młodych mężczyzn wstępowało do Ochotniczych Sił Ulsteru (Ulster Volunteer Force). Ugrupowania te rządziły na ulicach Irlandii Północnej. Mieszkańcy często z prośbą o pomoc zwracali się do ich członków, a nie do policji, co doprowadzało do licznych przypadków samosądów i terroru. Organizacje paramilitarne pilnowały granic dzielnic protestanckich i katolickich, tak aby nie dało się ich przekroczyć, zatem obie społeczności były od siebie odgrodzone. Jedni żyli w jednej części miasta, drudzy w drugiej. Praktycznie nie istniały mieszane związki czy przyjaźnie. Istniały sklepy dla Brytyjczyków i oddzielne dla Irlandczyków. Młodzi unioniści bawili się w innych barach niż młodzi republikanie.

Wszystkie te problemy coraz bardziej pogarszały sytuację społeczną w kraju i pogłębiały podziały między mieszkańcami. Apogeum nastąpiło pod koniec lat 60’, kiedy ulice Ulsteru zmieniły się w regularne pola walki między katolikami a protestantami. Historycy określają ten okres jako „The Troubles”, czyli „Kłopoty”.

Historycollection.co

The Troubles

Historycollection.co

                Wszystko zaczęło się w 1968 roku, kiedy coraz więcej ludzi zaczęło głośno domagać się równych praw dla wszystkich obywateli, bez względu na wyznanie czy narodowość. Rozgłos zyskiwały marsze i demonstracje, w których brali udział zarówno katolicy, jak i część liberalnych protestantów, zdających sobie sprawę z fatalnej sytuacji w kraju. Nie podobało się to probrytyjskiemu rządowi oraz skrajnie prawicowym ugrupowaniom unionistycznym, które wypowiedziały im wojnę, uważając ich działania za zagrożenie dla autonomii Ulsteru oraz spisek przeciwko władzy. Na prośbę rządu brytyjska policja masowo tłumiła pokojowe demonstracje oraz prześladowała ich organizatorów, z kolei protestantów, biorących w nich udział nazywano zdrajcami.

Wydaje się, że to właśnie wtedy zgasł ostatni promień nadziei na pogodzenie Irlandczyków z Brytyjczykami. Pokojowe marsze zmieniły się w regularne zamieszki i walki pomiędzy republikanami, na czele z IRA a unionistami, których wspierała brytyjska armia. Codzienne konfrontacje sprawiały, że na ulicach Ulsteru panowały chaos i przemoc. Republikanie oraz unioniści odgradzali swoje dzielnice, tworząc „wolne” części miasta, jak na przykład irlandzkie „Free Derry” w Londonderry.

Najbardziej krwawym okresem były lata 1972-73, podczas których w tzw. krwawą niedzielę brytyjscy żołnierze zabili 13 katolików, protestujących przeciwko prawu powalającemu na internowanie każdego Irlandczyka podejrzanego o terroryzm, bez obowiązku przedstawienia materiałów dowodowych. Jeszcze w tym samym roku Irlandzka Armia Republikańska odpowiedziała wysadzeniem 22 bomb w protestanckich częściach Belfastu, co spowodowało śmierć 9 ludzi, w tym cywilów, policjantów i brytyjskich żołnierzy. Niedługo później podłożyła ładunek wybuchowy w Londynie, który zabił jedną osobę i zranił ponad sto.

Hisorycollection.co

Organizacje paramilitarne obu stron regularnie walczyły ze sobą, zabijając zarówno żołnierzy jak i cywilów. Jedną z najgłośniejszych akcji zbrojnych był nieudany zamach IRA na Margaret Thatcher w 1984 roku w nadmorskim Brighton. Ówczesna premier Wielkiej Brytanii naraziła się republikanom, prowadząc przez lata bardzo surową politykę wobec Irlandii Północnej. Nie ugięła się bowiem pod presją strajkujących irlandzkich więźniów, członków IRA nazywała terrorystami i tchórzami oraz dopuszczała do aresztowania i osadzania Irlandczyków w więzieniach bez postawienia zarzutów i przeprowadzenia uczciwych procesów.

Coraz częstsze zamachy na angielskie miasta sprawiały, że dla nowego rządu Wielkiej Brytanii rozwiązanie problemów w Ulsterze stało się priorytetem. Społeczeństwo brytyjskie było zmęczone trzydziestoletnim konfliktem i oczekiwało pokoju. Narastająca presja społeczna sprawiła, że w końcu, po trzech dekadach, w 1998 roku przedstawiciele Zjednoczonego Królestwa oraz Irlandii usiedli do pokojowych rozmów i podpisali tzw. porozumienie wielkopiątkowe, będące początkiem drogi do zakończenia wojny.

Umowa gwarantowała katolikom i protestantom równe prawa, wymuszała przeprowadzenie demokratycznych wyborów i zobowiązywała organizacje paramilitarne do rozbrojenia. Dzięki niej amnestię uzyskali wszyscy, którzy trafili do więzienia podczas „Kłopotów”, co dało wolność wielu więźniom politycznym, ale też nieraz pomogło zbrodniarzom wojennym uniknąć kary. Porozumienie wielkopiątkowe poruszało także kwestię szczególnie ważną w kontekście dzisiejszej polityki, mianowicie zapewniało możliwość przyłączenia Ulsteru do Republiki Irlandii w przypadku, w którym taka decyzja zostałaby podjęta przez większość obywateli w referendum. Do dziś takie głosowanie się nie odbyło, ale po Brexicie mieszkańcy z Irlandii Północnej coraz głośniej się o nie upominają.

Rozejm, choć popierany przez zdecydowaną większość mieszkańców Republiki Irlandii oraz Irlandii Północnej nie spodobał się członkom Real Irish Republican Army, czyli jednego z odłamów IRA. W ramach protestu przeprowadzili zamach w mieście Omagh, w wyniku którego zginęło 29 ludzi, a ponad 220 zostało rannych. Działania RIRA zostały potępione przez obie strony konfliktu, a akcja zbrojna okrzyknięta najbardziej okrutną w przeciągu całego trwania „Kłopotów”. Następny dzień ustanowiono dniem żałoby narodowej, podkreślając, że w zamachu ponieśli śmierć zarówno protestanci, jak i katolicy.

Mimo wydarzeń w Omagh uznaje się, że porozumienie wielkopiątkowe zakończyło długi etap wojny domowej w Ulsterze. Nie rozwiązało jednak wszystkich problemów tego regionu.

Historycollection.co

 

Przełomowy XXI wiek

The NewYork Times

Dziś w wyremontowanych, chętnie odwiedzanych przez turystów centrach miast, czy na nowych, bogatych osiedlach nie ma śladu zakończonej niedawno wojny domowej. Nie oznacza to jednak, że konflikt w zupełności wygasł. W miejscach zamieszkałych przez najniższe warstwy społeczeństwa podróż z jednej dzielnicy do drugiej cały czas może być niebezpieczna, małżeństwa katolicko-protestanckie są rzadkością, a zamieszki należą do codzienności. Choć liczne fundacje czy grupy obywatelskie walczą z podziałami i dają nadzieję na zjednoczenie mieszkańców tego regionu, to cały czas wydaje się, że więcej ich dzieli niż łączy.

Po 1998 roku Belfast został podzielony 99 murami, nazywanymi „peace walls” – „ściany pokoju” –  na getta protestanckie i katolickie. Władze Ulsteru chciały w ten sposób załagodzić konflikt, uniemożliwiając starcia między przedstawicielami obu społeczności. Ciągnące się po całym mieście ściany do dziś są symbolem podziałów w Irlandii Północnej i codziennie przypominają mieszkańcom o niedawno zakończonej wojnie domowej. Patrząc na nie, trudno nie porównać ich do innych murów, znajdujących się jakieś 5,5 tysiąca kilometrów od Wielkiej Brytanii…

Northenireland.foundation

Izrael, zamieszkały przez dwie narodowości o innych religiach – Izraelczyków, wyznających judaizm i Palestyńczyków, którzy są muzułmanami, pod pewnymi względami przypomina podzieloną Irlandię Północną. Choć o konflikcie w Strefie Gazy mówi się dużo, mało kto wie, że ma on symboliczne znaczenie dla mieszkańców Ulsteru. Ulsterscy protestanci uważają, że muzułmanie bezprawnie chcą przywłaszczyć sobie ten region. Występują po stronie Izraelczyków, domagając się od rządu w Londynie większego wsparcia dla nich w wojnie z Palestyną. Na manifestacjach unionistycznych często powiewają flagi z gwiazdą Dawida, którą czasami umieszczają nawet na sztandarze Irlandii Północnej. Irlandzcy katolicy utożsamiają się z Palestyńczykami, twierdząc, że tak samo, jak Wielka Brytania okupuje północną część wyspy Irlandii, Izrael zajmuje obszar położony na wybrzeżu Morza Śródziemnego.

Tripadvisor.com

Barwy Izraela i Palestyny są wywieszane także przez kibiców Rangers FC i Celtic, które są dwiema drużynami piłkarskimi cieszącymi się największą liczbą fanów w Ulsterze. Pierwszy z nich został założony przez Szkotów pochodzących z Irlandii Północnej, a jego kibice znani są z bardzo silnego przywiązania do Wielkiej Brytanii i ostrego sprzeciwu przeciwko odłączenia Szkocji od Zjednoczonego Królestwa. Drugi za to utworzyli irlandzcy imigranci, którzy uciekli ze swojej wyspy przed wielkim głodem, wyniszczającym ją w XIX wieku. W herbie umieścili symbol swojego kraju-koniczynę, a barwy przejęli z irlandzkiej flagi. Mecz między tymi klubami – mimo że rozgrywany w Szkocji – jest jednym z najważniejszych piłkarskich wydarzeń dla Ulsteru, właściwie ważniejsze są tylko mecze wspieranej przez protestantów Irlandii Północnej z Republiką, której kibicują katolicy.

Belfast Telegraph

Buissnes Insider

Brexit początkiem nowej drogi

Ulster miał od zawsze wiele problemów, a po Brexicie ma ich jeszcze więcej. W referendum w 2016 roku ponad 55 procent mieszkańców tego regionu poparło pozostanie w Unii Europejskiej. Za wyjściem zagłosowały głównie protestanckie dzielnice i miasta. W okręgach zamieszkałych przez republikanów, takich jak Foyle czy South Down poparcie dla Brexitu wahało się między 20-35% i należało do najniższych w całym Zjednoczonym Królestwa.

Wyjście z Unii Europejskiej może mieć tragiczne skutki. Brak granicy pomiędzy Ulsterem, a Republiką Irlandii utrzymywał pokój w tym regionie. Twardy Brexit i odgrodzenie się Wielkiej Brytanii od reszty świata spotka się z ogromnym sprzeciwem ze strony Irlandczyków, którzy pracują lub mają rodziny po irlandzkiej stronie. Brexit może spowodować ich niezadowolenie oraz ogromną emigrację w głąb wyspy. Druga opcja, będąca bardziej prawdopodobna, ponieważ zaproponował ją sam Boris Johnson, mówi o postawieniu granicy na Morzu Irlandzkim, w ten sposób jakby wyłączając Ulster z Brexitu. Na to nie chcą się zgodzić unioniści popierający wyjście z UE, uważając – całkiem słusznie – to rozwiązanie za zdradę.

Zamieszanie związane z Brexitem miało duże znaczenie w ostatnich wyborach parlamentarnych, po których pierwszy raz w historii probrytyjska partia unionistyczna (DUP) nie ma większości przedstawicieli w Izbie Gmin. Unioniści stracili dwa miejsca i mają ich już tylko 8. Radykalne ugrupowanie Sinn Fein, będące politycznym skrzydłem IRA ma 7, a socjaldemokratyczna SLDP i ponadwyznaniowa APNI po jednym. Unioniści przegrali przede wszystkim w stolicy, gdzie udało im się zdobyć mandat tylko w jednym okręgu – Belfast East.

Taki spadek poparcia dla probrytyjskiej partii może sprawić, że wkrótce Irlandia Północna doczeka się referendum, w którym jej mieszkańcy zadecydują o swojej przyszłości w Wielkiej Brytanii. Porozumienie wielkopiątkowe mówi jasno, że decyzja Ulsteru będzie ostateczna, więc rząd w Londynie nie będzie mógł podważyć wyników, tak jak to robi np. rząd w Hiszpanii w przypadku Katalonii. Może to oznaczać rozpad Zjednoczonego Królestwa i początek całkiem nowego układu na wyspach brytyjskich, jednak na razie cały czas jest to tylko jedna z wielu możliwych wizji tego, co nas czeka w ciągu najbliższych lat czy dekad.

Nie wiadomo, co dalej z Irlandią Północną. W tekście piszę głównie o podziałach, jednak czytając dużo o Ulsterze i rozmawiając z ludźmi stamtąd, mam wrażenie, że po latach wojen i konfliktów mieszkańcy powoli odnajdują wspólny język, a symboliczne mury między nimi upadają. To daje nadzieję, że niezależnie, czy zostaną w Wielkiej Brytanii, czy przyłączą się do Republiki Irlandii, „Kłopoty” się nie powtórzą i na wyspie wreszcie zapanuje spokój.

Belfast Telegraph

 

Jędrzej Święcicki

 

 

Instagram

Error validating access token: The session has been invalidated because the user changed their password or Facebook has changed the session for security reasons.