Źródło: Premier League

Współczesny świat otwartych granic, szybkich lotów międzynarodowych i social mediów sprawił, że nasze życie się zmieniło, a wraz z nim piłka nożna. Jedną z konsekwencji dynamicznie postępującej globalizacji jest nieograniczona wręcz możliwość śledzenia rozgrywek sportowych na całym świecie. W polskiej telewizji możemy obejrzeć równie dobrze transmisję pojedynku Wisły Kraków z Lechem Poznań, jak i Chelsea F.C. z Tottenhamem Hotspur. Wyjazd na mecz do Manchesteru, Liverpoolu czy Londynu dzięki rozwojowi rynku tanich linii lotniczych przestał wiązać się z ogromnymi kosztami, jest dostępny dla niemalże każdego pracującego człowieka. W XXI wieku nie trzeba już mieszkać w mieście, z którego pochodzi jakiś klub, by go wspierać, dlatego sympatyków angielskiej Premier League w naszym kraju i na całym globie jest tak wielu. Zawsze zastanawiało mnie, jacy są ci polscy kibice, którzy „zdradzając” rodzimą ekstraklasę, zakochali się w brytyjskim futbolu.

Simon Kuper i Stefan Szymański w książce „Futbonomia” biorą pod lupę zachowania brytyjskich fanów, dzieląc ich na dwie grupy: BRIG (Basking In Reflected Glory) oraz romantycznych „lojalnych kibiców”, nazywanych „hornbystami” od autora piłkarskiej biblii „Futbolowa gorączka” Nicka Hornby’ego. Pierwsi z nich to fani kibicujący wielu klubom, w zależności od atrakcyjności ich meczów czy osiąganych sukcesów. Drudzy zakochani w jednej drużynie, będą z nią na dobre i na złe, bez patrzenia na wyniki. Nie jest to oczywiście jedyny możliwy podział. Zawsze są ci bardziej zagorzali i ci spokojniejsi, biorący udział w wyjazdach i ograniczający się do meczów na własnym stadionie, zainteresowani piłką oraz chodzący na stadion głównie po to, żeby pokrzyczeć lub spędzić czas ze znajomymi. W końcu są też osoby kibicujące jednej drużynie, ale dodatkowo wspierające też inne, najczęściej mniejsze kluby. Pozostają jeszcze ci, dla których same drużyny nie mają znaczenia, lubią po prostu oglądać konkretną ligę.

Chciałem przeanalizować te podziały wśród fanów Premier League z Polski i odpowiedzieć na pytania autorów „Futbonomii”, dostosowując je do naszych realiów. Za pomocą facebookowych grup o tematyce piłkarskiej, zapytałem polskich sympatyków angielskiego futbolu o ich podejście do kibicowania. Na podstawie odpowiedzi wysnułem kilka wniosków. Oczywiście moje „badania” są bardzo poglądowe i nieprecyzyjne. Podczas gdy, Szymański i Kuper opisywali szczegółowe analizy, biorąc pod uwagę sprawdzone dane i prace naukowe, współpracując z badaczami, naukowcami czy profesorami, ja bazuję tylko na odpowiedziach trochę ponad 300 osób z Internetu, o których praktycznie nic nie wiem. Dlatego mój artykuł jest bardziej obserwacją i refleksją niż naukowym badaniem.

Najwięksi na świecie, najpopularniejsi w Polsce

Na początku obecnego milenium na całym świecie zaczęły pojawiać się grupy kibiców, które dzięki nowym technologiom i rozwojowi telewizji, mogły kibicować największym klubom z Premier League, nie mając z Anglią nic wspólnego. Szczególnie liczną rzeszę fanów zyskiwały kluby osiągające największe sukcesy w pierwszej dekadzie obecnego stulecia, co widać między innymi w Polsce. Na pytanie „któremu angielskiemu klubowi kibicujesz”, najczęściej w odpowiedziach padały nazwy klubów z umownego top4 (79.2%): Chelsea F.C. (3 mistrzostwa w latach 2001-2010), Manchester United (5 zwycięstw ligi w tamtym okresie), Liverpool F.C. (Champions League w 2005 r.) i Arsenal F.C.(na szczycie Premier League w 2002 i 2004 roku). Kolejne miejsca na liście najpopularniejszych w naszym kraju zajęły Manchester City (6.2%), Tottenham Hotspur (3.7%) czy West Ham United (niecały 1%).

Źródło: The Sun

Polscy hornbyści

Wśród Polaków powoli zanika przekonanie, że oddanie i lojalność są domenami tylko fanów drużyn z naszego podwórka. Większość – prawie 55% – ankietowanych uważa, że polskiego kibica angielskiego klubu można określić mianem „hornbysty”. Tak samo, jak jego brytyjski odpowiednik, opisany przez autora „Futbolowej gorączki” (w oryginale „Fever Pitch”), jest to fan skazany na cierpienia. Nieistotne jest tak naprawdę, gdzie ogląda mecz – na stadionie czy w domu – ani komu kibicuje. Porażki swojej drużyny przeżywa w równym stopniu co Nick Hornby (dotknięty platoniczną miłością do futbolu Anglik obejrzał wszystkie mecze fatalnego w tamtym okresie Arsenalu). Oczywiście związek z klubem piłkarskim może być też źródłem satysfakcji, zwłaszcza podczas zwycięstw naszego zespołu, kiedy uznajemy jego sukcesy za własne. Jednak – nie oszukujmy się – silne przywiązanie do konkretnego zespołu to najczęściej seria upokorzeń.

Wiedzą o tym sympatycy Kanonierów sprzed 60 lat, ci współcześni znoszący drwiny po kolejnym sezonie bez znaczącego trofeum, ale też wszyscy fani The Blues, Red Devils, The Hammers czy Spurs: miłość do klubu piłkarskiego to ciągłe uświadamianie sobie, jak bardzo futbol jest okrutny. Tylko niewielka część (nieco ponad 9%) polskich kibiców zaznaczyła, że umie szybko pogodzić się z porażkami swojej drużyny. 59.3% przyznało, że po przegranych meczach jest im smutno, ale nie wpływają one na inne aspekty ich życia, a 31%, że klęski ich drużyn przekładają się na ich aktualne samopoczucie.

Źródło: BookStreet

Kibicowanie masowe – „piłkarscy poligamiści”

Romantyczny obraz kibica hornbysty jest krytykowany przez Simona Kupera i Stefana Szymańskiego, twierdzących, że ludzie często lubią tak siebie nazywać, ale zwykle nie przekłada się to na ich rzeczywistą postawę. Dowodzi tego fakt, że większość drużyn w okresach gorszej gry, a w szczególności po spadku ma problem w przyciągnięciu fanów na swoje mecze. Wyjątkiem od tej reguły może być Sunderland, ale w jego przypadku ogromny wpływ na frekwencję w League One ma ukazujący się na Netfixie serial „Sunderland till I die”. Autorzy „Futbonomii” przekonują, że kibice zmieniają swoje upodobania częściej niż o tym mówią i że współczesny sympatyk jest fanem seryjnym, wspierającym zwykle kilka klubów jednocześnie.

Z perspektywy polskiego świata kibicowskiego zjawisko „fana seryjnego” mogłoby być bardzo pozytywne. Tworzy ono kibica mogącego utożsamiać się zarówno z lokalnym zespołem, jak i klubem z Premier League. Rzeczywistość jest jednak inna, choć 50% osób deklarowała wspieranie więcej niż jednej drużyny, to tylko niecałe 10% zaznaczyło, że oprócz ligi angielskiej ogląda Ekstraklasę. Dużo częściej ankietowani przyznawali się do kibicowania kilku zespołom z Anglii. Wśród drużyn „drugiego wyboru” największą popularnością cieszą się Leicester City, Wolverhampton Wanderers i Tottenham Hotspur oraz kluby, w których akurat występują reprezentanci Polski – Southampton F.C., West Ham United czy drugoligowe West Bromwich Albion oraz Millwall F.C.

Źródło: Gramho.com

Fanatycy sprzed telewizora

W „Futbonomii” możemy przeczytać analizę, pokazującą, że najczęstszymi bywalcami brytyjskich stadionów są osoby w podeszłym wieku i ludzie młodzi, nieposiadający jeszcze rodziny. Kuper i Szymański piszą, że kibice często przestają regularnie pojawiać się na meczach, gdy w ich życiu pojawia się zbyt dużo obowiązków związanych z dziećmi czy pracą. Związek z drużyną piłkarską jest młodzieńczą miłością, która mija, gdy dorastają i powraca na starość. Dlatego miarą kibica nie jest i nie może być regularność pojawiania się na stadionie, gdyż jest to zwykle kwestia wieku.

Skoro Anglicy mogą być lojalnymi kibicami, nie chodząc na stadion, to w takim razie Polacy też. Ów wniosek możemy przedstawić po przeczytaniu „Futbonomii” oraz patrząc na wyniki moich „badań”, w których 62.8% ankietowanych odpowiedziało, że można być tak samo oddanym fanem, pojawiając się na meczach, jak i oglądając je w domu. Tylko 30% polskich kibiców jeździ na mecze swoich angielskich drużyn, z których zaledwie 35,5% robi to regularnie.  Głównym powodem – podawanym przez 77.7% ankietowanych – dla którego Polacy wybierają oglądanie przed telewizorem zamiast na stadionie, są oczywiście pieniądze. Tylko 4% zaznaczyło, że nie jeździ na mecze, bo po prostu nie ma ochoty i nie czuje takiej potrzeby.

Mimo że duża część fanów z Polski nigdy nie widziała swojej drużyny na żywo, to przykłada dużą wagę do kibicowania. Wszystkie spotkania swojego klubu lub przynajmniej ich większość ogląda w telewizji albo na stadionie 92.3% ankietowanych, dla 87% mecze są ważnym elementem życia. Szczególnie przy tych danych trzeba jednak pamiętać, że na moje pytania odpowiadali członkowie futbolowych społeczności w Internecie. Dla nich piłka nożna rzadko jest tylko weekendową rozrywką.

O stopniu zaangażowania we wspieranie swojego klubu może świadczyć też fakt, że na pytanie „co jest dla Ciebie ważniejsze – zwycięstwo drużyny czy reprezentacji Polski, zakładając, że mówimy o zwykłym meczu ligowym/eliminacyjnym?”, 57.2% ankietowanych odpowiedziało, że wygrana klubu.

Źródło: „Going to the match” Przemek Niciejewski

Anglia to nie tylko plac do gry

Kosmopolityzm to coraz ważniejsza postawa w dzisiejszym świecie, która ma ogromny wpływ na popularność Premier League. Ludzie coraz częściej migrują, zmieniają miejsca zamieszkania i zapominają o swoich korzeniach. Przyjezdni, tracąc więzi z miastem czy krajem pochodzenia, jednocześnie tracą zainteresowanie lokalnym klubem. Piłka nożna przestaje być spoiwem lokalnej społeczności, a kibicowanie równoznaczne z przynależnością do wspólnoty religijnej czy klasowej. Miłość do drużyny rzadko jest już przekazywana z pokolenia na pokolenie, ponieważ ludzie pochodzący z jednej miejscowości czy regionu są rozsiani po całym kraju, a nawet świecie. Najczęściej zaczynają kibicować drużynom z czołowych lig europejskich i odrzucają rodzimą Ekstraklasę. Podchodzą do niej z podobnym dystansem, co Kamil Grabara, który w wywiadzie dla FootTrucka powiedział: „Nie chce dyskredytować polskiej ligi, ale to jest za*upie. Powie to każdy, kto zagrał na Zachodzie w jakiejkolwiek poważnej lidze nawet kilkanaście meczów. Taka jest prawda”. Trudno się z nimi nie zgodzić.  W prowadzonej przez portal transfermarkt.pl klasyfikacji najlepszych lig w Europie, tworzonej na podstawie występów drużyn z poszczególnych krajów w europejskich pucharach, Ekstraklasa zajmuje dopiero 29 miejsce. Wyżej plasują się między innymi rozgrywki w Azerbejdżanie, Bułgarii, Kazachstanie czy Białorusi.

Kibicowanie klubowi z danego kraju wpływa na samo podejście do tego miejsca. Aż 27.1% ankietowanych wyraziło zażyłość z Anglią, a kolejne 40.3% przyznało się do pewnej więzi z tym krajem, mimo mieszkania Polsce.  Jeśli chodzi o kibicowanie Lwom Albionu, wyniki są jeszcze bardziej jednoznaczne – prawie 73% polskich kibiców Premier League trzyma kciuki za Anglię na mistrzostwach świata i Europy. Przywiązanie do Wielkiej Brytanii nie wpływa jednak na utożsamianie się z fanami „na miejscu”. Tylko 6,5% respondentów stwierdziło, że angażuje się w ruch kibicowski swoich drużyn. Robią to, między innymi, wpłacając pieniądze na oprawy. 40.3% stwierdziło, że próbuje rozwijać społeczności fanów na terenie Polski, jeżdżąc na kibicowskie zloty, czy chodząc wspólnie do pubów.

Nienawiść na całym globie

53.8% polskich kibiców czuje niechęć bądź nienawiść do lokalnych wrogów swojego klubu. To pokazuje, że rywalizacje derbowe w Premier League wychodzą znacznie dalej poza brytyjskie miasta.  W XXI wieku regionalne antagonizmy zmieniły się w światową rywalizację na polu sportowym, kibicowskim i marketingowym. Mecze pomiędzy odwiecznymi rywalami z jednego miasta – niezależnie, czy mówimy tu o pojedynkach Manchesteru City z United, czy Queens Park Rangers z Fulham F.C. – przyciągają dużo większą widownię na stadionach i przed telewizorami. Zazwyczaj dostarczają też więcej emocji niż zwyczajne spotkania ligowe. Wiedzą o tym władze ligi, dla których wyższa ranga meczu oznacza większe zyski, dlatego dbają one o podkreślanie wyjątkowości derbów. Udostępniają na swoich mediach społecznościowych m.in. archiwalne statystyki i filmy z najbardziej zawziętymi pojedynkami z przeszłości.

Na szczęście niechęć do poszczególnych drużyn, nie przekłada się na stosunki kibicowskie w Polsce. Większość, bo aż 68.9% ankietowanych odpowiedziała, że nie czuje nienawiści do fanów innych drużyn z Premier League.

Wśród najbardziej nielubianych klubów z Anglii króluje Manchester United (ponad 27%), za nim plasują się Liverpool F.C., Chelsea F.C., Tottenham Hotspur i Manchester City. Niechęci do żadnej z drużyn nie ma w sobie 13,5% kibiców. Co ciekawe, procent osób czujących nienawiść do którejkolwiek z drużyn jest taki sam dla obu płci. Wyniki moich „badań” są zbliżone, do tych przeprowadzonych przez TalkSport wśród Anglików. Na czarnej liście brytyjskiego portalu Manchester United znalazł się na drugim miejscu tuż za Chelsea F.C., która w naszym kraju ma wyjątkowo liczną grupę sympatyków. Pozostałe pozycje zajmują Liverpool F.C., West Ham United, Arsenal F.C., Tottenham Hotspur i Manchester City.

Źródło: The Independent

W Polsce futbol wciąż sportem dla chłopców

Na przełomie XX i XXI wieku byliśmy świadkami nie tylko ogromnego wzrostu popularności angielskiej piłki na świecie, ale też ostatecznego końca myślenia o futbolu, jak o typowo męskiej dyscyplinie. Coraz większa popularyzacja tego sportu sprawiła, że dziś w niektórych zakątkach globu prawie tyle samo dziewcząt co chłopców trenuje piłkę nożną. Wzorem do naśladowania są Stany Zjednoczone, gdzie – jak informuje portal statista.com  – liczba grających licealistek w 2019 roku wyniosła ponad 394 tysiące. Należy pamiętać, że „soccer” w USA znajduje się w cieniu futbolu amerykańskiego, baseballu czy koszykówki. W Europie zdecydowanymi liderkami są piłkarki z Norwegii, których w wieku od 13 lat  w górę – według danych Norweskiego Związku Piłki Nożnej – jest ponad 96 tysięcy.

Polska na tle zachodniej Europy czy USA wypada blado. W samym stanie Waszyngton, zamieszkałym przez 7,5 miliona osób, jest 25 profesjonalnych klubów dla kobiet,  prawie tyle samo co w całej 38-milionowej Polsce, gdzie jest ich 27.

Liczba zawodniczek przekłada się bezpośrednio na oglądalność piłki nożnej. Kobiety, w przeciwieństwie do mężczyzn, najczęściej śledzą zarówno kobiece, jak i męskie  rozgrywki.  Z badań opublikowanych w 2015 roku przez Premier League wynika, że  19% miejsc na stadionach zajmują kobiety. Z kolei łączna widownia na meczach Women’s Super League (według worldfootball.net) wynosiła w tym sezonie (2019/20) 516,882.

Wyniki mojej ankiety potwierdzają tezę, że w krajach z małą liczbą klubów piłkarskich dla kobiet, jest mniej fanek tej dyscypliny. Wśród sympatyków Premier League z Polski, gdzie futbol kobiecy cały czas raczkuje, mężczyźni stanowią aż 93,5%.

Przyszłość

Ostatnie, niezwiązane z innymi pytanie dotyczyło kwestii zakończenia obecnego sezonu, który z powodu panującej pandemii koronawirusa został przerwany. Według ankietowanych Liverpool F.C. powinien zostać mistrzem, nawet w przypadku decyzji o niekontynuowania rozgrywek. Za takim rozwiązaniem opowiedziało się 64,5% kibiców oddających głosy.

Osobiście spodziewam się wzrostu zarówno liczby fanów, jak i fanek  piłki nożnej na świecie. Popularność tego sportu cały czas rośnie. Czasami, błędnie wydaje nam się, że to niemożliwe, ponieważ w większości państw europejskich futbol jest już dyscypliną dominującą. Trzeba jednak zauważyć, że w Australii, Ameryce Północnej, a przede wszystkim, w Azji (do 1982 roku jednym krajem reprezentującym ten kontynent na mistrzostwach świata był Iran) to wciąż nowy sport, który z roku na rok zyskuje coraz większą liczbę sympatyków. To sprawia, że statystyki dotyczące kibicowania zmieniają się cały czas, a za kilka lat mój artykuł i „badania” będą już nieaktualne. Mam tylko nadzieję, że w trakcie ich aktualizowania, będę tak samo zakochany w piłce nożnej, jak teraz.

Źródło: This is Anfield

W swoich poglądowych badaniach korzystałem z książki „Futbonomia” Simona Kupera i Stefana Szymańskiego, oficjalnej strony internetowej Premier League, businessinsider.com, independent.co.uk, tranfermarkt.pl, theguardian.com, statisa.com, european-football-statistics.co.uk i worldfootball.net (dane dotyczące frekwencji na meczach WSL: https://www.worldfootball.net/attendance/eng-frauen-womens-super-league-2019-2020/3/). Na moje pytania odpowiedziało w sumie 325 osób.

Jędrzej Święcicki

Autor artykułu prowadzi autorską audycję „Around the Game”, której już teraz możecie posłuchać na portalach streamingowych:

Spotify: https://open.spotify.com/show/2z2DngThQwZZ8hj7sOHS0j

YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCbx7E1p-tjRPTHjkzInqzfw/featured

 

 

Instagram

Instagram has returned empty data. Please authorize your Instagram account in the plugin settings .