Politycy spierają się, co zrobić z wyborami. Partia rządząca dąży do przeprowadzenia ich 10 maja lub tydzień później. Opozycja domaga się odroczenia wyborów i stanu nadzwyczajnego. Z rekomendacji ministra zdrowia – prof. Łukasza Szumowskiego – wynika, że wybory mogą się odbyć (mogą w znaczeniu zdrowotnym) dopiero za 2 lata. W zamian za wybory w maju, rząd zaczyna rozważać przedłużenie kadencji obecnego Prezydenta – jednorazowo o dwa lata. Zaczynam się zastanawiać, czy prerogatywy  – ekskluzywne prawa – Prezydenta RP są nam aktualnie tak potrzebne? Po co nam Prezydent?
Jak możemy przeczytać u cioci Wikipedii, uprawnienia dzielimy względem: Narodu, władzy ustawodawczej, sądowniczej, wykonawczej oraz dotyczące stanów nadzwyczajnych.

Uprawnienia względem Narodu to głównie referendum. Jak dobrze wiemy, referenda ani nie są powszechnie w Polsce stosowane, ani nawet nie cieszą się – z wyjątkiem osamotnionej wioski Galów z Pawixem Kukiceryxem na czele – popularnością i sympatią Narodu. Poprzednie próby prezydenckie przeprowadzenia referendum spaliły na panewce – co wiele mówi o referendum. Naród referendów nie potrzebuje, więc nie trzeba nimi Prezydenta kłopotać.

Czy Prezydenta potrzebuje władza ustawodawcza, czyli Sejm i Senat? Wybory odbyły się niedawno i do 2022 roku mamy spokój. Orędzia nie potrzebujemy, a i Prezydent korzysta z tego prawa oszczędnie i jedynie w sytuacjach kryzysowych – a obecna nią nie jest, bo znajduje się pod całkowita kontrolą rządu. Głowa Państwa posiada również inicjatywę ustawodawczą oraz szereg obowiązków oraz możliwości ingerencji w ustawy. Z doświadczenia 5-letniej kadencji Prezydenta wiemy, że ufa on dobrej wierze i rozsądnym propozycjom rządu, a temu ufają Polacy. Tyczy się to również podpisywania ustaw, co jawi się zbędnym i archaicznym zapisem w Konstytucji.

Uprawnienia wobec władzy wykonawczej to głównie powoływanie rządu, Prezesa Rady Ministrów, czyli premiera, ratyfikowanie umów międzynarodowych, mianowanie przedstawicieli RP w innych krajach oraz powoływanie na stanowiska związanymi z wojskowością i polityką zagraniczną. W tych wszystkich kwestiach, Prezydent spełnił już swoją posługę i – w obliczu bieżących wydarzeń – nie jawi się jako niezbędny zwierzchnik. Z ewentualnymi, innymi sprawami z łatwością poradzi sobie szef MSZ’u oraz rządu – dotyczy to również umów międzynarodowych, których obecnie nie zawiązujemy ani nie zrywamy. Oczywiście ważnymi prerogatywami Prezydenta są wręczenia medali i nadawanie obywatelstwa. Na te czynności przyjdzie jednak czas, kiedy heroiczne jednostki wykażą się odwagą i oddaniem na polu walki z wirusem.
W przypadku władzy sądowniczej panuje aktualnie zawieszenie broni. Oczywiście będzie trzeba za chwilę powołać I Prezes Sądu Najwyższego, jednak stanie się to jeszcze przed wyborami. Zresztą dumnie nazywane „powoływanie” jest jedynie przymusowym składaniem podpisu pod kandydaturą przedłożoną przez grono sędziowskie lub parlament, co dla Głowy Państwa – z punktu widzenia prostego obywatela – jest skandaliczną ujmą. Pozostaje jeszcze kwestia Trybunału Konstytucyjnego. On również nie stanowi problemu, ponieważ jest zazwyczaj zgodny z rządem, który po prostu nie pozostawia konstytucyjnych niejasności. Do stanu nadzwyczajnego nie ma konstytucyjnych przesłanek, zatem w tym przypadku prezydent jest absolutnie zbędny.

Z wyżej wymienionych powodów powinniśmy przeformułować pytanie, które obecnie krąży po polskiej polityce jak koronawirus po ateistach. Nie pytajmy, w jaki sposób ustanowić władzę prezydencką na te dwa lata, ale, czy potrzebny nam Prezydent na te dwa lata? Live’y na Facebooku może prowadzić jeden z ministrów, a TikToka zainstaluje się jednemu z wicepremierów.

Michał Tomasik


Fot. Krzysztof Sitkowski /KPRP

Instagram

Error validating access token: The session has been invalidated because the user changed their password or Facebook has changed the session for security reasons.