„Nawet jeśli przeżyję pandemię, nie jestem pewien, czy przeżyję nadciągający kryzys” – to najczęściej padające słowa z ust Hiszpanów.

Hiszpania jest państwem dotkniętym przez koronawirusa w niemalże równym stopniu co Włochy. Jak dotąd odnotowano tam już ponad 192 tysiące przypadków zarażenia (20 tys. więcej niż we Włoszech) oraz prawie 20 tys. zgonów (stan z 18.04). Rząd tego kraju, choć teraz powoli zmniejsza obostrzenia, wprowadził jedno z najbardziej surowych praw w całej Europie.

W całej Hiszpanii, a więc też w autonomicznej Katalonii czy Kraju Basków obowiązuje obecnie tzw.el estado de alerta, czyli stan krytyczny. Podczas jego trwania konstytucja (zatwierdzona podczas referendum w 1978 roku) upoważnia do częściowego ograniczenia wolności obywateli, narzucając nowe zasady funkcjonowania państwa. Chodzi przede wszystkim o zakaz opuszczania domu poza transportem do pracy, sklepu i szpitala. Za wyjście w celach rekreacyjnych czy towarzyskich grożą mandaty w wysokości od 500 do 600.000 euro, czy nawet kary pozbawienia wolności. Przestrzeganie wprowadzonego prawa jest pilnowane przez Las Fuerzas y Cuerpos de Seguridad del Estado, czyli służby bezpieczeństwa.

Politycy, łącznie z premierem Pedro Sanchezem, straszą obywateli, mówiąc o fatalnych skutkach, jakie może nieść za sobą lekceważenie wprowadzanych praw. W ich wypowiedziach nieraz padają apokaliptyczne wizje świata, w których ludzie umierają na ulicach, w parkach czy na plażach. Społeczeństwo jednak dużo bardziej niż COVID-19 boi się kryzysu gospodarczego.

Najbardziej ucierpi branża turystyczna, w której – według portalu statista.com – pracują prawie 3 miliony obywateli. Zwykle sezon rozpoczynał się już w kwietniu, w tym roku wszystko wskazuje na to, że wystartuje z kilkumiesięcznym opóźnieniem lub, w najgorszym scenariuszu, w ogóle go nie będzie. Brak dochodów z turystyki spowoduje upadłość wielu hoteli, barów czy restauracji, zarabiających głównie na obcokrajowcach.

Część Hiszpanów zostało ofiarami tzw. ERTE (expedientes de regulacion temporal de empleo), czyli zapisu dotyczącego przepisów zatrudnienia tymczasowego. Pozwala on pracodawcom na dokonywanie zwolnień podczas pandemii koronawirusa. Pracownicy, co prawda, zostaną przywróceni na dawne stanowiska po ustabilizowaniu sytuacji w kraju, jednak na razie pozostają bezrobotni.

Jędrzej Święcicki, Estrella Tarres

/DAVID ARQUIMBAU SINTES /PAP/EPA

Autor artykułu prowadzi audycję „Czytelnia Prasy”, której już teraz możecie posłuchać na portalach streamingowych:

YouTube: https://www.youtube.com/watch?v=AyfBb7hOT5Q&list=PLQKkyFtejANp9Wo8FPNy1jvYYKmZXzJQo

Spotify: https://open.spotify.com/show/60C52jJJC4w0Mcavtj3ZdD?fbclid=IwAR11K8ngDjVEyU2ulcrRqvItvWcHok_BGLpRIOMPz-oLVqbbf_n1LhPt-3s