Jędrzej Święcicki: Zapytam Cię o to od razu w najprostszy możliwy sposób. Dlaczego płonie Biebrzański Park Narodowy?

Marcin Górnicki, przedstawiciel studentów w zespole ds. kryzysu ekologiczno-klimatycznego Wydziału Biologii UW: Na starcie chcę wytłumaczyć pewną kwestię. Biebrza jest podzielona na trzy baseny: górny, środkowy i dolny. Ogień roznosi się na środkowym, który od lat jest silnie odwodniony i ryzyko wybuchu pożaru właśnie tam, nie dziwi ekspertów. Bardzo pozytywną wiadomością jest to, że na razie nie przeniósł się na obszary torfowisk, ponieważ to spowodowałoby ogromną emisję gazów cieplarnianych do atmosfery. Dopóki nie ma stwierdzonego pożaru pokładów torfu, mówiąc kolokwialnie, „nie ma tragedii”.

Jeśli chodzi o bezpośrednie przyczyny pożaru, to przede wszystkim trzeba powiedzieć o panującej w naszym kraju wieloletniej suszy. Wysychają bagna i rzeki, w których mamy rekordowo niski poziom wody. Od bardzo długiego czasu nie pada. To powoduje, że wszystkie rośliny są po prostu sianem, które może zapalić niemalże wszystko – niedopałek, coroczne wypalanie traw przez rolników, iskra z maszyn rolniczych. Na pewno nie burza, ponieważ żadnych burz nie było. Podkreślam to, mokre tereny się nie palą.

W takim razie dlaczego wysychają?

To jest bardzo złożone. Nie ma jednego konkretnego czynnika. Zacznijmy od zmian charakteru opadów, wywołanych przez zmiany klimatyczne. Pomimo że roczne pomiary opadów są zbliżone do tych sprzed 10 lat temu, terenom doskwiera deficyt wody. Dlaczego? Ponieważ kiedyś deszcze trwały długo, nawet kilka dni. Dziś są krótkie i nawalne. Dlaczego to jest złe? Podam bardzo prosty przykład, który pomoże zrozumieć, o co chodzi. Wyobraźmy sobie, że mamy kwiatek, którego nie podlewaliśmy przez trzy tygodnie. Jeżeli teraz go podlejemy, to woda nie wsiąknie w glebę, tylko zacznie spływać jak po betonie. Gleba po dłuższym braku kontaktu z wodą traci sorpcję, czyli zdolność pochłaniania. Tak samo jest z deszczami. Jeśli pada przez kilka dni, to wtedy gleba jest wilgotna i infiltruje wodę. Opad płynie do wód gruntowych oraz głębinowych, zachowując się w krajobrazie. Z kolei w sytuacji rzadko występujących opadów, woda nie wsiąka, tylko spływa do rowów melioracyjnych, które prowadzą ją do rzek. Rzeki płyną do mórz. W ten sposób woda ucieka z krajobrazu, a tereny wysychają. Kolejnymi przyczynami są: brak śnieżnej zimy, nieprawidłowa gospodarka wodna w naszym kraju, traktowanie bobrów jak wrogów czy źle zrobione melioracje.

Melioracje?

Pierwsze melioracje na terenach dzisiejszego Biebrzańskiego Parku Narodowego były tworzone jeszcze w XIX wieku. Zabiegi przeprowadzano w celu stworzenia terenów pod budowę domów i dróg. To ma bezpośredni wpływ na dzisiejszą sytuację, ponieważ, jeśli raz się zaburzy warunki hydrogeologiczne, to zmiany tego są już nieodwracalne.

Wspomniałeś też o bobrach.

Tak. Bobry w latach 90. były na wyginięciu, aż wprowadzono ochronę ścisłą i odbudowano populację. Dziś jest ich na tyle dużo, że czasami przeszkadzają one rolnikom, zatapiając im pola i gospodarstwa. Problem jest taki, że z ich działalności wyciągamy złe wnioski. Zalewanie terenów przez bobry nie oznacza, że zwierzęta są złe, tylko że ludzie osiedlają się na niewłaściwych i nieprzystosowanych terenach. Zgody na budowanie domów na terenach przyrzecznych są wydawane zbyt pochopnie.

Bobry pomagają człowiekowi. „Za darmo” tworzą naturalne zbiorniki retencyjne, które pomagają w nawadnianiu krajobrazu. Jeśli więc chcemy przeciwdziałać suszy, to odstrzeliwanie bobrów jest najgorszym, co możemy robić. Zwłaszcza w dobie zmian klimatycznych.

To jeszcze wytłumacz, proszę, stwierdzenie „nieprawidłowa gospodarka wodna”?

Zamiast  renaturyzować rzeki, czyli próbować odtwarzać ich stare koryta, tworząc meandry albo torfowiska, wymagające odpowiednich technik, aby z powrotem je nawodnić, chcemy realizować kosztowne inwestycje dużych zbiorników retencyjnych, które w wielu przypadkach pogarszają jeszcze bardziej kryzys wodny w naszym kraju. Wybieramy droższe metody zarówno z punktu widzenia finansów, jak i zostawiających większych odcisk człowieka na przyrodzie.

Wróćmy do pożarów. Tygodnik „Polityka” nazwał Biebrzański Park Narodowy przyrodniczym Notre Dame. „Nie płaczę po Notre Dame” śpiewa Quebonafide na swojej nowej płycie. Czy po Biebrzy przyjdzie nam zapłakać?

Jeśli ktoś nie przejmuje się niszczeniem przyrody to – nie oszukujmy się – nie będzie płakał. Bezpośrednio pożar go nie dotknie. Na ten moment nie ma informacji o zagrożeniu miejscowości znajdujących się obok parku.  Pamiętajmy jednak, że Biebrza jest unikatowa w skali światowej. Posiada niezaburzone fragmenty rozlewisk rzek i mokradeł. Tworzy niesamowitą roślinności, będąc idealnym miejscem lęgowym dla ptaków.

Dodam jeszcze, że straty po pożarze nie będą policzalne w gotówce, ponieważ jeszcze nie przekładamy usług ekosystemowych, czyli czystej wody czy powietrza na pieniądze. W produkcji na przykład styropianu nie uwzględniamy emisji gazów cieplarnianych czy ilości wykorzystanej wody. Tylko traktujemy wszystko jak darmowe ścieki.

A jakie są konsekwencje dla fauny i flory?

Dotąd spłonęło już prawie 4 tysiące hektarów Biebrzańskiego Parku Narodowego, a wbrew informacjom pojawiającym się w mediach we wtorek, ogień nie jest pod kontrolą strażaków. Po ugaszeniu pożaru rośliny sobie poradzą i flora odrośnie, ale straty dla fauny są nie do opisania. Największym problemem jest utrata miejsc lęgowych setek gatunków ptaków. Dobrym przykładem jest wodniczka, czyli najrzadziej występujący gatunek z rzędu wróblowatych na świecie, która już jest zagrożona z powodu budowy kopalni węgla na Polesiu. Teraz jej sytuacja jest naprawdę beznadziejna. W fatalnym położeniu są także ptaki, które przez lata traktowały park narodowy, jako miejsce odpoczynku podczas swoich wędrówek. Śmierć czeka też wiele gatunków płazów czy gadów. Pożar może sprawić, że utracimy tę unikalną bioróżnorodność Biebrzańskiego Parku Narodowego.

Jakie rozwiązania Ty byś proponował w walce z suszą?

Tak jak wspomniałem, przede wszystkim renaturyzacja uregulowanych rzek i terenów bagiennych. Jeśli chodzi o rowy melioracyjne, na które narzekałem, to nie uważam, że wszystkie powinny zostać zniszczone bądź zasypane. Można poddać je odpowiednim zabiegom poprzez tworzenie zastawek albo pozwolić bobrom zająć się tym problemem. Oczywiście każdy przypadek jest indywidualny, ale starajmy się o tym pamiętać. Ważną rzeczą jest też mała retencja. Trzeba zmusić – najlepiej legislacją – ludzi do tworzenia prywatnych, małych zbiorników na wodę deszczową w gospodarstwach. Później będą mogli ją wykorzystywać do podlewania ogródków czy terenów rolniczych.

 

Autor artykułu prowadzi audycję „Czytelnia Prasy”, której już teraz możecie posłuchać na portalach streamingowych:

YouTube: https://www.youtube.com/watch?v=AyfBb7hOT5Q&list=PLQKkyFtejANp9Wo8FPNy1jvYYKmZXzJQo

Spotify: https://open.spotify.com/show/60C52jJJC4w0Mcavtj3ZdD?fbclid=IwAR11K8ngDjVEyU2ulcrRqvItvWcHok_BGLpRIOMPz-oLVqbbf_n1LhPt-3s

 

Fot. Max Pixel / twojapogoda.pl

Instagram

Instagram has returned empty data. Please authorize your Instagram account in the plugin settings .