Źródło: kspolonia.pl

Leniwe wiosenne słońce wznosi się nad budynkami Muranowa. Mówi się, że stolica nigdy nie śpi, ale w takie dni jak dziś trzeba przyznać, że jest wyjątkowo senna. Na Starym Mieście spacerują turyści. Podziwiają odbudowane po wojnie stare kamienice, poznając historię tego niesamowitego miejsca. Nieopodal, przy jednej z muranowskich szkół, grupka dzieci bawi się i gra w piłkę z takim zaangażowaniem, jakby co najmniej walczyła o mistrzostwo świata. W kawiarni biznesmeni popijają popołudniową kawę, a obok, przy pobliskiej lodziarni, młode małżeństwo, uśmiechając się do przechodniów, je lody. Wszędzie panuje wyjątkowa jak na to miasto cisza i spokój.

Przechodząc przez Starówkę ulicą Świętojerską, widać z dala niegdyś tętniący życiem stadion Polonii Warszawa. W weekendy obiekt ten wypełniony był po brzegi. Kibice dopingowali drużynę złożoną ze znanych w całym kraju piłkarzy, często reprezentantów Polski, którzy co roku walczyli o najważniejsze trofea. To jednak minęło i dziś, choć jest dzień meczowy, mało kto zauważa, że w ogóle odbywają się tam jakieś zawody. Niecałe trzysta osób patrzy, jak najstarszy klub w Warszawie przegrywa kolejny mecz z drużyną pokroju KS-u Wasilków czy Znicza Biała Piska. Nie zrozumcie mnie źle. Nie twierdzę, że z zawodnikami z Wasilkowa, Białej Piskiej czy Ołtarzewa jest coś nie tak, ale jeszcze kilka lat temu Polonia gościła FC Porto pod wodzą Jose Mourinho, Panathinaikos Ateny czy Udinese Calcio.

Na brudnych krzesełkach trybuny Głównej siedzi para starszych sympatyków stołecznego futbolu, prowadząc typową rozmowę z serii „kiedyś to było”. Zadają sobie pytania, jak to się stało, że klub, który pożegnał XX wiek mistrzostwem Polski, przypieczętowanym deklasacją Legii 3:0 na Łazienkowskiej i Superpucharem, dziś jest praktycznie całkowicie przez Warszawiaków zapomniany? Co wpłynęło na to, że kibice „Czarnych Koszul” zamiast do Krakowa, Wrocławia czy Gdańska jeżdżą na mecze do Legionowa, Wyszkowa i Chodakowa?

Wzloty i upadki Polonii są jak odcinki serialu. Bohaterami są kibice nieustanie wierzący w szczęśliwe zakończenie oraz piłkarze i działacze nieumiejący im tego zapewnić. Zapraszam na polską adaptację netflixowego serialu. Przed Wami „Warsaw till I die”…

Ze szczytu na dno

Źródło: kspolonia.pl

Sensacyjny mistrz Polski w sezonie 1999/2000 potwierdził tezę, że ze szczytu najbliżej jest na dno. Zaraz po wielkim tryumfie główny partner klubu, Hoop Cola, nie dogadał się z władzami Polonii i wycofał swoje udziały. Utrata sponsora spowodowała, że „Duma Stolicy” popadła w ogromne problemy finansowe, które przełożyły się na grę zespołu. Co prawda w następnym roku Polonia Warszawa wygrała Puchar Polski, ale w lidze zajęła dopiero czwarte miejsce, tracąc do pierwszej Wisły Kraków aż 14 punktów. Z powodu deficytu pieniędzy właściciele „Czarnych Koszul” zostali zmuszeni do pozbycia się czołowych zawodników na czele z najlepszym strzelcem Emmanuelem Olisadebe oraz bramkarzem reprezentacji Polski Maciejem Szczęsnym. Po serii nieudanych decyzji, zwiększających jeszcze bardziej zadłużenie, z klubu wycofał się prezes Janusz Romanowski. Zostawił on Polonię w takiej samej kondycji jak zarządzaną przez siebie kilka lat wcześniej Legię – bez funduszy, partnerów i piłkarzy. Kontrowersyjnego biznesmena, którego w 1994 roku tygodnik „Polityka” oskarżył o członkostwo w PZPR i ORMO, zastąpił przedsiębiorca, a zarazem wierny kibic „Czarnych Koszul” Jan Raniecki.

Pod rządami Ranieckiego z sezonu na sezon było gorzej. Klub znalazł się na skraju bankructwa, a w tabeli plasował się coraz niżej. Ostatecznie w 2006 roku „Czarne Koszule” zajęły 15 lokatę, wyprzedzając tylko ostatniego Lecha Poznań, i spadły z ligi. Nieradzący sobie z sytuacją Raniecki sprzedał Polonię właścicielowi ogromnej firmy deweloperskiej Józefowi Wojciechowskiemu.

Józef  Wojciechowski – od bohatera do zera

Źródło: kspolonia.pl

Józef Wojciechowski miał na pierwszy rzut oka wszystko, żeby pomóc Polonii – ambicje, wizję i przede wszystkim pieniądze. Sprowadził do zespołu czołowych polskich piłkarzy – Radosława Majdana, Adriana Mierzejewskiego czy  Radosława Majewskiego oraz najlepszych menedżerów, między innymi Jacka Zielińskiego, a także przyszłego szkoleniowca reprezentacji Polski Waldemara Fornalika. Kupując w lipcu 2008 roku licencję Dyskoboli Grodzisk Wielkopolski, nabył dla „Czarnych Koszul” prawo do gry w Ekstraklasie. Ponadto zapowiedział, że w niedalekiej przyszłości rozbuduje przestarzały stadion przy ulicy Konwiktorskiej, zmieniając go w najnowocześniejszy obiekt w kraju.

Gdy gwiazdy z krajowego podwórka nie dawały oczekiwanych rezultatów i Polonia dalej nie mogła zdobyć mistrzostwa, Wojciechowski zaczął sięgać za granicę. Pod koniec 2009 roku trenerem został legendarny zawodnik FC Barcelony Jose Maria Bakero, a kilka miesięcy później klub zakontraktował byłego piłkarza Borussi Dortmund i reprezentacji Polski – Euzebiusza Smolarka. Pod wodzą Bakero zespół „Czarnych Koszul” przełamał trwającą 10 lat passę bez zwycięstwa w meczach derbowych. Jego drużyna pokonała Legię dwukrotnie – 1:0 wiosną 2010 i 3:0 na początku kolejnego sezonu (jedną z bramek strzelił debiutujący Smolarek). W pewnym momencie Polonia wskoczyła nawet na pierwsze miejsce w tabeli i wydawało się, że Hiszpan może poprowadzić ją do upragnionego mistrzostwa. Niestety, po niespodziewanej porażce z Koroną Kielce Bakero pokłócił się z Wojciechowskim i został zwolniony.

Po jego odejściu Polonia była prowadzona przez czterech trenerów, jednak żaden z nich nie umiał poprawić gry zespołu. Ostatecznie „Czarne Koszule” zakończyły rozgrywki 2010/11 dopiero na 7 pozycji, niedającej nawet prawa udziału w kwalifikacjach do europejskich pucharów. Rozczarowany właściciel winą za niepowodzenia obarczył piłkarzy, którzy – według niego – za bardzo skupiali się na pieniądzach, a za mało na piłce. Za karę część z nich zesłał do niesławnego „klubu Kokosa”, nazwanego tak od nazwiska znajdującego się na czarnej liście prezesa Wojciechowskiego – Daniela Kokosińskiego.

Treningi Kokosa polegały tylko i wyłącznie na bieganiu w parku. Przebywający w nim zawodnicy mieli zakaz wstępu na boisko. Nie mogli uczestniczyć w zajęciach zarówno pierwszej drużyny, jak i młodzieżówki, co miało ich zmusić do dobrowolnego odejścia z Polonii.  Na początku do klubu Kokosa trafiali tylko skonfliktowani z właścicielem zawodnicy, jednak po serii nieudanych spotkań w 2012 roku znalazł się w nim… cały zespół.

Mniej więcej wtedy wyszły na jaw wszystkie mankamenty prezesa Wojciechowskiego. Biznesmen za często tracił cierpliwość do trenerów. W ciągu sześciu lat zatrudnił aż siedemnastu szkoleniowców. Ciągłe zmiany sprawiły, że w klubie nigdy nie udało się wdrożyć żadnego planu długoterminowego. Józef Wojciechowski miał także duży problem z doborem doradców. Otaczał się ludźmi namawiającymi go do realizacji bezsensowych i nieopłacalnych inwestycji. Kolejnym jego minusem były złe relacje z władzami miasta, przede wszystkim z ówczesną prezydent Hanną Gronkiewicz-Waltz, to one stanęły na przeszkodzie wybudowaniu nowego obiektu dla Polonii.

Brak stabilizacji spowodował, że grający w efektowny, lecz nie zawsze efektywny sposób zespół „Czarnych Koszul” nigdy nie zdobył upragnionego przez kibiców oraz samego Wojciechowskiego mistrzostwa Polski. Blokowanie przez władze miasta budowy stadionu oraz niewystarczająco dobre wyniki na boisku sprawiły, że biznesmen stracił chęć inwestowania w Polonię. W 2012 roku sprzedał ją za 5 milionów złotych Ireneuszowi Królowi.

Królu złoty

Źródło: kspolonia.pl

Król na początku chciał przenieść klub do Katowic i połączyć go z istniejącym już GKS-em, tworząc KS. Po stanowczym sprzeciwie śląskich kibiców zmienił jednak zdanie i zdecydował się na inwestowanie w Polonię. Jedną z jego pierwszych decyzji był wybór na trenera byłego piłkarza Polonii Piotra Stokowca, który po zakończeniu kariery zajmował się prowadzeniem drużyn młodzieżowych „Czarnych Koszul”. Umożliwił on wejście do pierwszego składu młodym i utalentowanym zawodnikom takim jak Paweł Wszołek, Łukasz Teodorczyk czy Miłosz Przybecki. Jego drużyna złożona z wychowanków przyciągała ogromną uwagę Warszawiaków, którzy chętnie odwiedzali stadion Polonii, mimo że w tym samym czasie konkurencyjna Legia pewnie szła po pierwsze od 7 lat mistrzostwo Polski. Wydawało się, że po niespokojnych latach rządów Wojciechowskiego, na Konwiktorskiej wreszcie zawitała dobra atmosfera.

Czar prysł już po kilku miesiącach, kiedy Król nagle przestał wypłacać zawodnikom pensje. Okazało się, że biznesmen nie ma wystarczającej ilości pieniędzy, by prowadzić Polonię.  W zimie z powodu niewypłacalności klubu odeszło kilku czołowych piłkarzy, w tym najlepszy strzelec Łukasz Teodorczyk, a na sprowadzanie nowych nie było środków. W pewnym momencie sytuacja stała się na tyle dramatyczna, że sam trener Stokowiec zgłosił gotowość do gry w razie, gdyby Polonia miała problem ze skompletowaniem składu. Ostatecznie do tego nie doszło, a skazywane na porażkę „Czarne Koszule” zakończyły sezon na 6 miejscu, co uznano za ogromny sukces. Po meczu z Piastem Gliwice 4,5 tysiąca kibiców długo śpiewało i oklaskiwało piłkarzy, dziękując im za poświęcenie podczas jednego z najtrudniejszych i najsmutniejszych sezonów w ponad 100-letniej historii klubu.

Niestety po Królu słuch zaginął, a dług się powiększył do tego stopnia, że Komisja Odwoławcza ds. Licencji Klubowych Polskiego Związku Piłki Nożnej odmówiła przyznania Polonii licencji uprawniającej do gry w Ekstraklasie w sezonie 2013/14. Jej decyzją rozwiązano też kontrakty wszystkim zawodnikom. Oficjalnie zespół z Konwiktorskiej został zdegradowany do IV ligi, gdzie miał odbudować swoje struktury na nowo i – kto wie – może pewnego dnia wrócić do Ekstraklasy silniejszym.

Wszystko od nowa – Polonia w IV i III lidze

Źródło: kspolonia.pl

Kibice szybko zabrali się za tworzenie klubu od nowa. W zaledwie kilka tygodni wybrali nowy zarząd, uzgodnili z władzami miasta warunki wynajmu stadionu i zgłosili drużynę do gry w IV lidze (piątej w hierarchii klasy rozgrywkowej w Polsce). Trenerem został były zawodnik Polonii, mistrz z 2000 roku Piotr Dziewicki, który na swojego asystenta mianował… lidera ultrasów „Czarnych Koszul” Emila Kota. Podczas inauguracyjnego meczu z Wkrą Żuromin (wygranego 6:0) w sezonie 2013/14 „Dumę Stolicy” dopingowało aż 4,5 tysiąca sympatyków, czyli więcej niż na większości spotkań w Ekstraklasie.

Trybuny obiektu przy Konwiktorskiej co mecz pękały w szwach. Drużyna skompletowana w większości z amatorów zdominowała IV, a potem III ligę zaliczając dwa awanse w ciągu trzech lat. Dobre wyniki oraz poprawiająca się sytuacja finansowa sprawiły, że w klubie coraz głośniej mówiło się o powrocie do Ekstraklasy.

Spadek i kolejne problemy

Źródło: kspolonia.pl

Nic co dobre nie trwa wiecznie, zwłaszcza w przypadku Polonii Warszawa. Mimo ogromnego, jak na II ligę, budżetu „Czarne Koszule” zamiast o awans, walczyły o utrzymanie. Złe rezultaty na boisku sprawiły, że drastycznie spadła liczba osób chodzących na mecze. Ponadto nowy prezes klubu, Jerzy Engel, uzależnił jego przyszłość od modernizacji stadionu, która, jak w przypadku Wojciechowskiego, nie doszła do skutku przez brak porozumienia z władzami miasta. W rezultacie Polonia wygrała tylko 7 z 34 spotkań i już po roku spadła z hukiem do trzeciej ligi. Kibice, jeszcze rok wcześniej rozmawiający o Ekstraklasie, znowu musieli się pogodzić z porażką.

Po zakończeniu beznadziejnego sezonu 2016/17 Jerzy Engel zrezygnował z pełnionej przez siebie funkcji, zostawiając Polonię w tragicznej sytuacji kadrowej oraz finansowej. Pogrążone w kryzysie „Czarne Koszule” zmieniły się w trzy lata z drużyny aspirującej do awansu, w trzecioligowego średniaka. Dziś już nikt nie odważy się nawet wspomnieć o II lidze, a co dopiero o Ekstraklasie.

Luty 2020, Warszawa

Wczoraj spadł śnieg, ale jak to zwykle bywa, zostało już po nim tylko błoto. Grzęźnie w nim szur przepełnionych autobusów i samochodów wiozących mieszkańców północnego Śródmieścia do pracy. Wszyscy zajęci własnymi sprawami nie zwracają uwagi na wyjątkowe poruszenie na stadionie przy ulicy Konwiktorskiej 6. Ten stary i zniszczony obiekt, znajdujący się w samym centrum Nowego Miasta przyciągnął dzisiaj wielu kibiców i dziennikarzy. Właśnie odbywa się tam konferencja prasowa, na której oficjalnie ogłoszono przejęcie Polonii Warszawa przez Gregoire Nitota. Francuski biznesmen zapowiada ustabilizowanie sytuacji finansowej w klubie i powolne odbudowanie jego dawnej świetności.

W kącie małego pomieszczenia przy stoliku siedzi dwóch starszych panów i przygląda się przebiegowi konferencji. Jeden z nich, popijając tanie piwo, po cichu szepnął pod nosem: „może wreszcie będzie jak kiedyś”.

Jędrzej Święcicki

Autor artykułu prowadzi autorską audycję „Around the Game”, której już teraz możecie posłuchać:

Spotify: https://open.spotify.com/show/2z2DngThQwZZ8hj7sOHS0j

YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCbx7E1p-tjRPTHjkzInqzfw/featured

 

 

Instagram

Instagram has returned empty data. Please authorize your Instagram account in the plugin settings .