Przez ostatnie tygodnie działacze UEFA oraz krajowych związków piłki nożnej gorączkowo dyskutowali nad wznowieniem rozgrywek. Od marca europejska piłka poniosła olbrzymie straty, wynoszące blisko 2 miliardy euro. Każdy dzień bez piłki to dla klubów dzień bez wpływów ze stadionu, z reklam, a w niektórych przypadkach, np. we Francji nie są wypłacane pieniądze za prawa telewizyjne¹. W związku z tym panuje wielkie ciśnienie, aby jak najszybciej wrócić do gry. Plany na to są opracowywane w szybkim tempie i nie każdemu się to podoba. Istnieje wiele pytań i wątpliwości dotyczących rozgrywania meczów w obecnej sytuacji.

Ogromna część społeczeństwa, zresztą słusznie, wciąż obawia się koronawirusa. Powrót do grania naraża tysiące osób na zachorowanie, m.in. piłkarzy. Wystawieni na ryzyko są także sędziowie, biegający razem z zawodnikami po boisku oraz trenerzy, dzielący z piłkarzami szatnie i spotykający się z nimi podczas treningów czy odpraw taktycznych. Dlatego układane są odpowiednie procedury, mające zminimalizować to ryzyko. Podstawą mają być testy na obecność Covid-19. Większość piłkarzy to akceptuje, część wręcz nie może się doczekać wznowienia gry.
Jednak nie wszyscy chcą wrócić do grania. Istnieje grupa piłkarzy, którzy obawiają się, że procedury nie zadziałają i zostaną zarażeni, a potem będą rozsiewać wirusa wśród swoich rodzin i przyjaciół. Takie obawy wyrazili piłkarze występującego w hiszpańskiej ekstraklasie Eibaru. O krok dalej idzie obrońca Cadiz CF, Rafael Jiménez Jarque. Odmówił występowania, gdyby zaistniało chociażby minimalne ryzyko zarażenia. Zawodnik mówi, że chęć powrotu do gry podczas pandemii jest szaleństwem. Grozi, że w takiej sytuacji zakończy karierę i nie będzie narażać zdrowia swojego i bliskich².
Innym argumentem przeciwko wznowieniu rozgrywek jest subiektywnie niewielkie znaczenie zawodu piłkarzy, a poza tym piłka nożna nie jest teraz niezbędna do życia. Nie ma więc powodu, aby narażać piłkarzy, sędziów i sztaby drużyn.
Z drugiej strony, oczywistym jest, że piłkarze mogą obawiać się o swoje zdrowie. Każdy dziś to robi. Jednakże, pomimo strachu ludzie wracają do pracy. Niektórzy wcale z niej nie zrezygnowali lub nie mieli możliwości przejścia na homeoffice. Codziennie tysiące osób wychodzą także do sklepów gdzie ryzyko zarażenia jest takie samo lub nawet większe niż podczas gry z 21 innymi zawodnikami. A zawód piłkarza, to zawód jak każdy inny. Oczywiście zawodników wiążą kontrakty, ale dla każdego kibica naturalnym jest, że pensję wypłaca się za wykonaną pracę, a nie za siedzenie w domu. Spójrzmy na to jeszcze szerzej – piłka nożna to nie tylko ci co kopią, sędziowie i trenerzy. To także tysiące ludzi zatrudnianych przez kluby i federacje. Ochroniarze, sprzątacze, ekipy dbające o murawę, technicy itd. Każda z tych osób także będzie narażać swoje zdrowie oraz bliskich. Mimo wszystko – żyć trzeba, a siedzeniem w domu nie dokona się opłat za zakupy i comiesięczne rachunki. Póki co kluby w większości dawały radę wypłacać pieniądze tego typu pracownikom, ale ich budżety długo tego nie wytrzymają.
Jak napisałem we wstępie straty związane z przerwaniem sezonu są gigantyczne. Wg ekspertów każdy miesiąc bez grania kosztuje europejską piłkę ok. 1,3 miliarda euro, a polską ekstraklasę ok. 37 milionów złotych. Są to olbrzymie kwoty, których strata jeszcze długo będzie odczuwalna. Zmieni to zasadniczo wszystko w piłce, od transferów po możliwości inwestycyjne. W przypadku dalszej przerwy, wielu klubom grozi brak płynności finansowej, a nawet bankructwo.
Z tych powodów UEFA, federacje krajowe i kluby tak bardzo chcą natychmiastowego wznowienia rozgrywek. Wróciłyby transmisje telewizyjne, dające ligom największe pieniądze. To także zachęciłoby sponsorów do dalszych inwestycji. Ewentualna dobra gra piłkarzy nakręciłaby ponownie sprzedaż koszulek i innych gadżetów związanych z klubami.
Nie wiadomo jednak co z kibicami. Wpływy z biletów to znaczna część budżetu klubów. Niestety, prawdopodobnie nie będzie możliwości rozgrywania meczów z publicznością na trybunach. Stanowiłoby to zbyt duże niebezpieczeństwo rozprzestrzenienia się wirusa. Nawet gdyby pozwolono kibicom wrócić, musieliby nosić maseczki, co znacząco utrudniałoby doping oraz sprawiało duży dyskomfort przy oddychaniu przez ponad 90 minut. (Po ostatniej konferencji premiera Mateusza Morawieckiego i prezesa PZPN Zbigniewa Bońka, dowiedzieliśmy się, że polscy kibice wrócą na stadiony 19 czerwca. Trybuny będą mogły być zapełnione w 25 procentach.)
To wszystko znacząco wpłynie na atmosferę na stadionach (co obserwujemy chociażby na przykładzie Bundesligi i polskiej ekstraklasy), a właściwie jej brak. Mecze będą smutnym widokiem dla oka, który nie przyciągnie tak wielu widzów przed ekrany telewizorów. W konsekwencji mogą spaść dochody stacji telewizyjnych, a to wpłynie na spadek cen praw telewizyjnych i dochody klubów z tego tytułu. Jednakże, takie przychody są lepsze niż żadne.
Kryzys i spadek dochodów znacząco zmienią piłkę nożną. Być może FIFA i UEFA zmniejszą swoją tolerancję na łamanie finansowego fair-play i zaostrzą kary. Kluby przez to będą miały mniejsze możliwości transferowe, a żeby wydawać pieniądze będą musiały mieć rzeczywisty dochód ze swojej działalności. Zapewne zostaną ukrócone praktyki właścicieli takich klubów jak PSG czy Manchester City. Te przykładowo miały zawierać umowy sponsorskie o wartości znacznie zawyżonej w stosunku do realnej wartości. Dzięki temu miały też przykrywać swoje straty finansowe.
Kryzys wpłynie także na zatrudnienie wśród piłkarzy. Najlepsi gracze mogą być spokojni o swoją przyszłość, jednak negocjowanie kolejnych podwyżek w kontrakcie może okazać się znacznie trudniejsze. Problem dotknie przede wszystkim przeciętnych i słabych piłkarzy. Mniejsze budżety zmienią sytuację na rynku i zahamują kupowanie tego typu zawodników, przez co zacznie się duża rywalizacja o kontrakty.
W takiej sytuacji kluby zwrócą się chętniej po młodych i przede wszystkich tanich piłkarzy. Oczywiście nie wszystkie mają akademie pokroju Borussii Dortmund czy RB Salzburga, masowo szkolące utalentowanych zawodników. Jednakże, te kluby, które mają swoje szkółki na przyzwoitym poziomie, mogą uratować budżety dzięki szkoleniu i sprzedaży juniorów. Tu pojawia się kolejny problem, gdyż wiele z tych akademii może mieć ograniczone finasowanie, co przełoży się na jakość szkolenia.
Obecnie trwa wznawianie rozgrywek w różnych państwach. W Anglii, Hiszpanii i we Włoszech piłka wróci w czerwcu³. W części krajów, jak w Niemczech i w Polsce, rozegrano pierwsze mecze po powrocie.
Niektóre państwa jak Francja już ogłosiły wstrzymanie wszelkich imprez sportowych do października, co przekreśliło nadzieje tamtejszej federacji. W takich wypadkach dyskusje toczą się o wyborze mistrza, kto zagra w europejskich pucharach w przyszłym sezonie i kto spadnie z ligi.
Piłka nożna znalazła się nad przepaścią. Robione jest dużo, aby nie dopuścić do czarnego scenariusza jakim jest bankructwo wielu klubów. Pytanie, czy szybkie działania na rzecz wznowienia rozgrywek nie pogorszą sytuacji. Jednakże naukowcy twierdzą, że z koronawirusem będziemy żyć jeszcze nawet przez kilka lat. Wobec tego zdaje się, że lepiej już teraz przystosować nasze codzienne życie, aby znów móc powiedzieć o nim „normalne”.

Artur Lipka

1) Rozgrywki w Francji zostały już zakończone decyzją rządu. Mistrzem Ligue 1 ogłoszono Paris Saint-Germain.
2) Rafael Jarque ostatecznie nie sprzeciwił się wznowieniu rozgrywek i zagrał w meczu Cadiz FC z Rayo Vallecano.
3) Premier League wraca 17 czerwca, La Liga 11 czerwca, Serie A 20 czerwca.