Kilka lat czekania, czterokrotnie przełożona premiera, angaż gwiazdy Matrixa, sprzedaż gadżetów i reklamy w telewizji. W końcu nadszedł ten moment. Jedna z najbardziej wyczekiwanych gier dekady zawitała na nośnikach konsol oraz komputerów. Fani na całym świecie mogą zagłębić się w uniwersum stworzonym przez Mike’a Pondsmitha, przełożonym na formę cyfrową przez CD Projekt Red.

Czy programiści znad Wisły wiernie zaprezentowali mroczną metropolię przyszłości? Czy po sukcesie rewelacyjnego Wiedźmina nie stracili formy?

W końcu, czy będzie to równie angażująca i emocjonująca przygoda, taka jaką obserwowaliśmy oczami Geralta z Rivii?

Witamy w Night City.

,,Cyberpunk 2077’’ jest kontynuacją papierowego systemu RPG o nazwie ,,Cyberpunk 2020’’. Jednak uspokajam wszystkich, którzy z tym tytułem mają do czynienia po raz pierwszy. Przed lub w trakcie rozgrywki warto zapoznać się z wydaną przez CD Projekt Red oraz wydawnictwo Dark Horse Comics książką będącą pełnym kompendium wiedzy o tym świecie.

Wracając do tematu – Night City, metropolia opanowana przez mega korporacje, umiejscowiona na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych, jest miejscem, w którym trudno jest prowadzić życie normalnego człowieka. Dla wielu szansą na przyzwoity byt, jest praca najemnika.

Jedną z takich osób jest V.

W wyniku niefortunnego splotu wydarzeń V wchodzi w posiadanie wyjątkowego chipu, na który została zgrana świadomość Johnn’ego Silverhand’a, legendarnego rockerboya – buntownika, który zmarł pół wieku przed akcją gry.

Od tego momentu V i Johnny będą musieli działać razem, by odkryć naturę chipu oraz uwolnić ludzi od wpływu największych korporacji rządzących miastem.

Jeszcze ważniejszym zadaniem będzie to, by V uratował samego siebie i nie stracił własnej tożsamości.

Jeśli ktoś oczekuje kolejnej opowieści o ratowaniu świata, to trafił pod zły adres. Podobnie jak w przypadku Wiedźmina, opowieść jest niezwykle osobista, a polityka i wielkie konflikty to jedynie tło.

Ważniejszy jest główny bohater (lub bohaterka) oraz to jaką rolę odegra w tym świecie.

Kim jesteś Samuraju?

Nie bez powodu użyłem dwóch form słowa ,,bohater’’. Największą różnicą względem Wiedźmina, jest możliwość stworzenia własnej postaci. Oprócz rozbudowanego kreatora, dającego masę możliwości, możemy również określić naszą przeszłość. Do wyboru mamy trzy ścieżki- Nomad, Street Kid oraz Korpo.

W zależności od naszego wyboru – początek historii będzie inny dla każdego gracza. A biorąc pod uwagę wyżej wymieniony kreator postaci, każdy V będzie na swój sposób unikatowy.

Oczywiście, wybór danej ścieżki wpływa w dużej mierze na to, jak będzie wyglądać pierwsza misja oraz które ścieżki dialogowe będą dostępne w trakcie gry.

Potem możemy rozwinąć naszą postać w dowolnym kierunku. Chciałbyś stworzyć netrunnera, który przejdzie przez każde zabezpieczenie? Nie ma problemu. A może siłacza, który poradzi sobie z kilkoma przeciwnikami naraz? Pronto. A może jednak coś pomiędzy? Śmiało, opcji jest cała masa.

Przyznam, że przed premierą jedną z moich obaw było to, że V okaże się być postacią nijaką, jak to bywa w większości gier RPG, w których tworzymy własną postać. Dla przykładu – Skyrim, pomimo bogatego i różnorodnego świata z ogromem zadań, miał bohatera, który w rzeczywistości był tylko pustym awatarem.

Na szczęście byłem pozytywnie zaskoczony tym, kim ostatecznie okazała się być postać V. Pomijając dowolność w jego lub jej tworzeniu, w trakcie samej gry przekonujemy się, że posiada on/ona swoją własną, wyrazistą osobowość. Pod tym względem jest to równie interesująca persona co Geralt z Rivii z serii Wiedźmin. Podobnie rzecz ma się z Johnnym Silverhandem, w którego rolę wcielił się sam Keanu Reeves, natomiast w polskiej wersji językowej (swoją drogą – jest naprawdę dobra) głosu użyczył mu Michał Żebrowski. W obu przypadkach kreacja legendarnego rockerboy’a wypada przekonująco zarówno w swojej arogancji, megalomanii, jak i specyficznym poczuciu humoru. Razem z V stanowią świetny, uzupełniający się duet. Rozmów między nimi słucha się z przyjemnością, a dalsze wydarzenia, które zmuszają ich do współpracy jeszcze bardziej zacieśniają ich nietypową przyjaźń.

Inne postacie występujące w grze również są świetnie napisane, ale o tym przekonacie się już z właściwej rozgrywki.
Przejdźmy teraz do kolejnego punktu, czyli…

Spluwy, wszczepy i roboty.

Patrząc na dzieło Redów, można odnieść wrażenie, że to kolejna strzelanka jakich wiele. Diabeł jednak tkwi w szczegółach. Cyberpunk 2077 to pełnoprawny RPG akcji. Posiada system rozwoju postaci z wyborem klasy specjalizującej się w konkretnych umiejętnościach. Twórcy przygotowali tu masę dialogów, z których rozgałęzień można byłoby napisać kilka sporych książek. W końcu mamy możliwość wykreowania takiego bohatera, jakiego tylko sobie wyobrazimy i wiele innych.

Paradoksalnie – Cyberpunk jako strzelanka – również prezentuje się świetnie. Spluwy mają odczuwalnego kopa, system chowania się za osłonami działa poprawnie, a same animacje przeładowywania są starannie przygotowane.

Jeśli jednak ktoś nie będzie chciał wykonywać „tańca ołowiu”, cytując pod nosem piosenkę ,,Never Fade Away’’, również będzie mógł tak przejść tę grę. Odpowiednio wybrane wszczepy pomogą zwiększyć siłę, pozwolą się ciszej poruszać, czy też łatwiej hakować przeróżne urządzenia.

Wiąże się to jednak z długim grzebaniem w dziesiątkach tego typu gadżetów, których w grze jest masa. Jednak poświęcając na to sporo czasu – będzie to bardzo opłacalne.

Nie możemy oczywiście zapominać o tym, za co najbardziej są chwalone gry warszawskiego giganta. Mianowicie za świetne dialogi, które przez najróżniejsze opcje dodatkowo rozgałęziają fabułę o nowe wątki, zarówno te większe, jak i mniejsze. Trudno mi się tutaj przyczepić do czegokolwiek, dialogi w tej grze to po prostu „złoto”. W połączeniu z świetnie wyreżyserowanymi przerywnikami na silniku gry (zdecydowanie najlepiej wyreżyserowanymi scenami w historii CD Projektu) otrzymujemy niezwykłe widowisko.

A jak wygląda sytuacja z pojazdami, które stały się wręcz obiektem żartów ze strony graczy? Cóż, pojazdy działają… poprawnie, ale tak jak słynna Płotka z Wiedźmina 3 – uwielbiają w absurdalny sposób zaprzeczać prawom fizyki. Jeśli jednak będziemy mieć szczęście, jazda nimi będzie naprawdę przyjemna.

Dodając do tego piękną oprawę Night City, to będzie niezapomniane przeżycie.

Miasto na krańcu jutra.

Tak, Night City jest przepięknym miastem. Urok neonowych wieżowców rodem z filmu ,,Łowca Androidów’’ miesza się tu z odorem slumsów. Gangi walczą o dominację, zamówienie taksówki może się tu skończyć kolejnym zgonem, a w tym wszystkim zwyczajni ludzie starają się w spokoju egzystować.

Wrażenie różnorodności potęgują również dzielnice, takie jak biznesowa Corpo Plaza, dzielnica rozrywki Westbrooks, uboga Pacifica czy dzikie tereny Badlands. W każdej z nich wyczuwalna jest inna atmosfera, dzięki której są one unikatowe i łatwo jest je odróżnić.

Dodatkowo, w każdej dzielnicy czekają na nas zadania poboczne, które tak jak w przypadku Wiedźmina 3 pełnią rolę pomniejszych historii. Mówi się tak o nich dlatego, że postacie, które tam występują mogą po jakimś czasie wrócić. Nie ma to oczywiście dużego wpływu na wątek główny, ale daje graczowi poczucie, że przedstawiony świat żyje, a owe małe historie są po prostu fajnym smaczkiem.

Tutaj również jest sporo takich zadań. Wiele z nich ma bogate zaplecze fabularne, inne są dość krótkie i można by o nich zapomnieć, ale nawet te zadania trwające chwilę też dają mnóstwo satysfakcji z możliwości poznania historii mieszkańców miasta.

Dużo tych zalet, ale czy są tu jakieś wady?

UWAGA! Mamy zwarcie.

Niestety. ,,Cyberpunk 2077’’ nie jest ich pozbawiony, co szczególnie odczuli gracze konsolowi. Nie zamierzam tu wspominać o całej dramie, która miała miejsce tuż po premierze, gdyż na ten temat powiedziano już sporo.

Przede wszystkim w oczy kują straszliwe glitche, na przykład te przenikające obiekty, zawieszeni w powietrzu przechodnie czy nagle eksplodujące pojazdy.
Kolejnym problemem jest fakt, że pomimo dużej otwartości miasta – nie do każdego pomieszczenia będziemy mogli wejść. Zwyczajnie nie są one zagospodarowane żadną treścią.
Bolesne jest również korzystanie z menu ekwipunku, z czym problem miał również Wiedźmin 3. Momentami bywa to nawet męczące, gdyż trudno jest odczytać poszczególne statystyki broni, w tym amunicji.

Można też wspomnieć o fatalnej jeździe pojazdami, ale w moim przypadku dość szybko się do tego przyzwyczaiłem. Więc tak naprawdę tragicznie nie było, a czasem fizyka pojazdów bywała pocieszna.

Kończąc wymienianie wad, najbardziej boli pewna zagwozdka związana z fabułą, gdyż bardzo liczyłem na szersze poruszenie kwestii transhumanizmu. Oprócz motywów Silverhand’a zmienionego w zbiór plików czy modyfikacji ciała, gra nie poświęca wiele czasu na temat, który wbrew pozorom jest bardzo aktualny, zamiast tego skupiając się na złych korporacjach.
Trzeba też mieć na uwadze, że Mike Pondsmith tworzył swój system w czasach, gdy robotyka nie była tak rozwinięta, dlatego da się to jeszcze usprawiedliwić.

We have a city to burn!

Podsumowując, czy te 8 lat było warte czekania? Zdecydowanie tak, aczkolwiek przez popremierową aferę, wywołaną problemami wewnątrz firmy, na ,,Cyberpunk’a 2077’’ spadł dosyć mocno przesadzony hejt.

Można wręcz powiedzieć, że premiera gry nauczyła nas czegoś ważnego – by nie wierzyć ślepo w wygłaszane przez jakichkolwiek twórców obietnice o niesamowitości ich dzieła. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że kolejne przesunięcie premiery (na przykład o pół roku) mogłoby wyjść na dobre.

,,Cyberpunk 2077’’ zdecydowanie spełnił wiele moich oczekiwań, ale też spełniły się moje największe obawy. Wydaje mi się jednak, że zapowiadane łatki poprawiające wszystkie błędy, czy też nadchodzący tryb multiplayer mogą sprawić, że nowe dzieło Redów okaże się jedną z najlepszych gier 2021 roku.

Tak więc łapcie bilet do Night City.

Krzysztof Tyczyński

ㅤㅤㅤㅤㅤㅤInstagram